Modna i już!



Batikowe, ręcznie malowane, zrobione ze spadochronu i przywiezione z Ameryki. Czy to elementy najnowszej kolekcji obiecującego projektanta? A może rzeczy zdobyte w luksusowym sklepie vintage lub wyszperane w szafie mamy albo babci? Małgorzata Możdżyńska-Nawotka i Joanna Regina Kowalska przygotowały wystawę "Modna i już. Moda w PRL." pokazującą - a jakże - modę w Polsce Ludowej. Ekspozycja zawiera wyjściowe kreacje nawiązujące do stylu New Look Diora, suknie ślubne, projekty znakomitych twórców usiłujących budować modę w PRL (m. in. Barbary Hoff, Jerzego Antkowiaka i Grażyny Hase), dodatki i obuwie (genialny Brunon Kamiński, znacie Agę Prus - jego wnuczkę?) z tego okresu.

Zanim wybierzecie się na wystawę „Modna i już. Moda w PRL.” poczytajcie trochę o tym czasie w Polsce. Mody nie można odrywać od kontekstu społecznego i kulturowego. Na modę w tamtym czasie nie da się spoglądać bez kontekstu historycznego i politycznego. Wtedy dla obywateli Polski Ludowej była ona czymś więcej niż zestawem funkcjonalnych ubrań zapewniających zaspokojenie podstawowych potrzeb z piramidy Maslowa. 

Miejsca, które odwiedzała każda modna dziewczyna


1/ punkt repasacji (moja Mama wspomina, że w naszym mieście był taki punkt repasacji pończoch, a poza nim pracująca tam pani zajmowała się też plisowaniem materiału)
2/ pewex (tutaj płaciło się dolarami - można było kupić to, czego nie było w sklepach - wszystko markowe),
3/ bazary podczas których ówczesne fashionistki nabywały najmodniejsze ubrania zza Oceanu – sprzedawali je tam Polacy, którym krewni z USA wysyłali paczki (podobno najlepsze ciuchy mieli Górale)
4/ kawiarnie pełne studentów ASP i Szkół Filmowych
Sytuacja analogiczna do dzisiejszych czasów – w modnych kawiarniach, na modnych koncertach i w innych miejscach gdzie kłębi się współczesna śmietanka towarzyska można podpatrzeć to, co jest najmodniejsze. Dziś jednak nie równa się to z byciem oryginalnym, czy alternatywnym.









Czego nie wiesz o polskiej modzie?


1/ Co to jest lureks?
Materiał z błyszczącej przędzy ze sztucznego włókna (dziś możecie kupić jedwabny top z lureksową nitką u Tomaotomo za 1200 zł!)

2/ Jedwab z Milanówka – przedwojenne haute couture?
Rodzeństwo Stanisława i Henryk Witaczkowie to prekursorzy polskiego jedwabiu - namówili mieszkańców miejscowości do hodowli jedwabników, zajmowali się jego badaniem, tworzeniem optymalnych warunków do ich hodowania (np. sadzenie drzew morwowych), a następnie uruchomili tkalnię. W latach trzydziestych w Warszawie pożądanym i luksusowym przedmiotem były szale, apaszki, krawaty, chusteczki do butonierek, a nawet tkaniny koszulowe i sukienkowe z „Milanówka”. Jeszcze w czasie II wojny światowej w miejscowości powstała malarnia. Dbano więc nie tylko o jakość surowca, ale też o wzornictwo. Jeśli jesteście głodni informacji odsyłam Was do tego artykułu>>> W PRL-u jedwab z Milanówka był noszony przez gwiazdy kina - m. in. Beatę Tyszkiewicz. Centralna Doświadczalna Stacja Jedwabnicza pod koniec tego roku doczeka się swojego muralu nawiązującego do historii tego miejsca. Do 15 września trwa nabór zgłoszeń do konkursu na projekt. 

3/ Ubrania ze spadochronów
Jeśli wydaje Ci się, że Maldoror jako pierwszy wykorzystał spadochrony w swojej kolekcji – jesteś w błędzie. Mimo, że faktycznie ten element charakterystyczny dla jego marki jest jednym z jego podstawowych wyróżników na tle innych, to kilkadziesiąt lat wcześniej anonimowe Polki po kilku latach wojny, próbując wrócić do względnej normalności i codzienności szyły ubrania dla siebie i bliskich z tego co było pod ręką – a spadochronów nie brakowało. Prawdopodobnie więc jego babka albo mama, a może jej kuzynka wykorzystywała pozostałości po spadochronach jako materiał bazowy powojennej kreacji. Przy odrobinie szczęścia można było trafić na naturalny czarny jedwab, ale i poliamid dawał radę. Pozyskiwano go ze zrzucanych paczek alianckich podczas Powstania Warszawskiego albo kupując nielegalnie od nazistowskich żołnierzy. Brytyjczycy lub rodzina na emigracji przesyłali polskim pannom biały jedwab na suknie ślubne. Przewidujące gospodynie domowe przechowywały materiały aż do odzyskania przez Polskę niepodległości. 









Wystawa „Modna i już. Moda w PRL.”


Przekrojowo pokazana historia mody w Polsce Ludowej brzmi dosyć okazale i jak przystało na ten okres – monumentalnie. Pierwsza rzecz, która moim zdaniem nie do końca jest podkreślona – zaprezentowane na wystawie ubrania nie są próbką reprezentatywną stylu Polaków w okresie od 1945 do 1990 r. Składa się na to kilka kwestii:

1/ Rzadko gromadzi się stroje codzienne i robotnicze. Zazwyczaj są zużywane i wyrzucane. Nikt ich nie przechowuje. Dba się o to, co wizytowe, sentymentalne, wiążące się z wspomnieniami. Trudno uznać, że siermiężne uniformy pracownicze czy konfekcja zakładów odzieżowych w jakże atrakcyjnych 50 odcieniach brunatnego była przekazywana z pokolenia na pokolenie w polskich rodzinach. 

2/ W naszym kraju nie było (nadal nie ma?) tradycji gromadzenia tzw. strojów z epoki. Wyjątkiem są pasjonaci tacy jak Jerzy Antkowiak, który w czeluściach swojego domu przechowuje kreacje uratowane przy likwidacji Mody Polskiej. Projektant zachował też wiele rysunków żurnalowych z całego okresu swojej kariery. 

3/ Trudno mówić o wykształceniu się polskiego szyku – jednorodnego stylu naszego kraju (to oczywiście duże uproszczenie, ale chodzi mniej więcej o coś w stylu „paryskiego szyku”, „londyńskiego looku”, czy „włoskiego stylu”). Stroje regionalne – nie mają tu nic do rzeczy – znowu – nie jest to odzież codzienna, a raczej tradycyjna, odświętna.

Polski New Look

Za pokazanie polskich realiów wielkich "trendów" należą się twórcom wystawy duże brawa. Podczas gdy zachwycamy się bajecznymi kreacjami Diora i Chanel z początków ich kariery, chłoniemy inspiracje od niezwykle utalentowanego Cristobala Balenciagi albo Yves Saint Laurenta – nasze współobywatelki wykazywały się nie mniejszą kreatywnością i zrozumieniem sylwetki. Tylko nikt o tym nie wie. Najbardziej jaskrawym przykładem jest oczywiście New Look. Dior wiedział czego potrzebowały kobiety po latach wojennej tułaczki – potrzebowały celebracji codzienności. Może wydawać się to niefortunnym sformułowaniem, ale faktycznie elegantki przełomu lat 40. i 50. chciały znów poczuć się kobieco. Zmiany, jakie zaszły w Europie były nieodwracalne, ale to nie oznaczało, że panie nie chciały wyglądać i czuć się pięknie. Dior dawał im rozłożyste spódnice i sukienki midi, idealnie wąskie talie i perfekcyjnie wyprofilowane żakiety jako remedium na odbudowywanie szarej rzeczywistości. W czasie wojny ludzie mieli zazwyczaj siebie i miłość. Po wojnie zaczęli nabywać dobra materialne.

Polska, lokalna edycja Diorowskiego New Looku była więc krótsza, mniej rozłożysta, uszyta z mniej szlachetnych materiałów. Mimo, że skromniejsza, oznaczała to samo.  

Żurnale, pokazy mody i wzrost sprzedaży – Polska otwiera się Zachód

Początek lat 70. to czas rozkwitu przemysłu polskiej mody. Nie tylko można było gdzieniegdzie poczytać zagraniczne czasopisma, takie jak Burda (oczywiście ci, którzy zajmowali się modą zawodowo jeździli na targi mody i przeglądali francuskie edycje Elle), ale też polskie zakłady odzieżowe zanotowały znaczny wzrost produkcji. Ubrania Telimeny, Dany i Cory znajdziecie jeszcze na pewno w babcinych szafach – trzeba tylko dobrze poszukać!





Dla kogo jest wystawa "Modna i już. Moda w PRL."?


Możemy narzekać na kiepskie oświetlenie (bardzo żółte), rozmiar wystawy, ogólność opisów, ale moim zdaniem, nie powinno to przysłonić jednej podstawowej kwestii – wreszcie ktoś podjął się wyzwania skatalogowania przekroju strojów z czasów PRL i pokazania ich typowemu, statystycznemu Polakowi (nie ma to tutaj pejoratywnego wydźwięku!). Modna i już to wystawa w miarę kompletna, czytelna i zrozumiała. Kuratorki zaserwowały nam wiedzę w pigułce, którą można poszerzyć podczas spotkań w ramach wystawy, na oprowadzaniu kuratorskim, czy po prostu sięgając po książki Aleksandry Boćkowskiej, Agnieszki L. Janas i Jerzego Antkowiaka.

Mam nadzieję, że „Modna i już” to tylko wstęp do głębszych analiz i jeszcze ciekawszych wystaw. 

Dodatkowym plusem jest przystosowanie jej do zwiedzania dla zagranicznych turystów. Nie mam na myśli podania krótkich angielskich opisów każdego okazu, ale wyjaśnienie realiów panujących w Polsce i różnic względem krajów Zachodu. 





Dlaczego warto zobaczyć wystawę "Modna i już"?


1/ Przekonasz się, że moda ma znaczenie. Choć tanie piśmidła i pisane na kolanie portale internetowe uparcie zubażają ją (sukces komercyjny godny pogratulowania), to żeby zachować równowagę w przyrodzie - pokazujmy drugą stronę mody.

2/ Zobaczysz jej społeczny kontekst - moda od zawsze była dla ludzi, coś symbolizowała, była częścią budowania wizerunku (wcześniej oznaczała przynależność klasową). Strój nas indywidualizuje, odzwierciedla nasze poglądy - tak pojmowali modę obywatele Polski w tamtym czasie. Dziś niestety większość ludzi zmierza w kierunku bezpiecznej uniformizacji wprost z sieciówek, a same ubrania zostały spłycone. Teraz i nastolatki, i kobiety w kryzysie wieku średniego chcą wyglądać jak przefiltrowane twarze z instagrama, które w rzeczywistości są niestety niesamodzielnymi i zmanipulowanymi dziewczynami, żyjącymi wygodnie w otoczeniu jednorazowych szmatek onesize z azjatyckich sklepów internetowych.

3/ Przypomnisz sobie, że warto czasem spojrzeć wstecz i porozmawiać z żyjącymi jeszcze rzemieślnikami, projektantami - nie tylko po to by poznać tajniki ich profesji, ale też przekazać je dalej. Moda wydaje się być zmienną i powtarzalną, poza tym jej tempo jest turbo dynamiczne, dzieje się tu i teraz, choć tak naprawdę ciągle patrzy w przyszłość - na nowe kolekcje, kolejne sezony. Jeśli teraz rzetelnie skatalogujemy to co jeszcze możemy - będziemy mieć materiały badawcze do naukowego opracowania mody jako dziedziny sztuki, części społeczeństwa i kultury, ale też potężnej gałęzi przemysłu.





Przybliżyłam Wam kontekst wystawy „Modna i już”, więc jeśli jeszcze tam nie byliście, to polecam spędzić w Muzeum Narodowym we Wrocławiu wolne popołudnie.

Organizatorzy: Muzeum Narodowe we Wrocławiu i Muzeum Narodowe w Krakowie
Partnerem wystawy jest Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi - o tym muzeum możecie przeczytać tutaj.

Macie czas do 28 sierpnia 2016 r.!

p.s. Wyobraźcie sobie, że za kilkadziesiąt lat będziemy oglądać wystawę z kreacjami Kanye Westa albo Rihanny... Albo za kilka. Otworzy Muzeum imienia Westa.

Pozostaje mieć nadzieję, że doczekamy się w Polsce muzeum dedykowanego wyłącznie modzie. Rokowania są całkiem niezłe, bo Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi rozwija się całkiem prężenie, a i kadra zarządzająca wystawami ubiorów posiada niesamowitą wiedzę i pasję, o czym miałam okazję się przekonać podczas jednego ze spotkań organizowanych właśnie w ramach wydarzeń towarzyszących wystawie „Modna i już!”

Podziel się:

12 komentarzy :

  1. Aż sobie powspominałam :) Z chęcią odwiedziłabym to muzeum :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam nadzieję, że wystawa będzie kontynuowana i poszerzana!

      Usuń
  2. Dzięki Kasia za przypomnienie, przecież zapomniałabym o tym i nie poszła! Chyba wybiorę się w piątek przed WroBlogiem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę Cię w tej sukience w paski z drugiego zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że to jedna z kilku kreacji, w których i ja siebie widzę:)

      Usuń
  4. Kurczę, ale ta moda wywrotowa. Te sukienki z 1 zdjęcia pod nagłówkiem można byłoby spokojnie założyć nawet dzisiaj, i nikt pewnie nie zwróciłby uwagi, że to z muzeum ;)

    BTW skoro o sukienkach ze spadochronów mowa, to mama opowiadała mi, że ona za czasów młodości szyła sobie ubrania z prześcieradeł. Babcia zawsze się denerwowała, że jej prześcieradła znikają :D Z braku laku (i buntu młodości) barwiła je w zwykłym domowym garnku, w którym babcia na co dzień gotowała - więc potem ryż i ziemniaki wychodziły różowe; też było krzyku co niemiara, bo gdzie tu nowe garnki kupić.

    Muzeum z kreacjami Kanye Westa brzmi ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, na wystawie było mnóstwo strojów, które z powodzeniem dziś bym założyła. I mowa nie tylko o klasycznych zestawach, ale i o tym, że moda po prostu "lubi wracać":)

      Co do prześcieradeł - racja! Z firanek tworzono np. elementy sukien ślubnych :) Kobiety w PRL-u były bardzo kreatywne i mimo deficytów czy braku pieniędzy - starały się wyglądać szykownie.

      Usuń
  5. Z chęcią bym się tam wybrała aby zobaczyć wystawę :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarze!
W razie pytań pisz: contact@fashionbranding.pl

 
Copyright © Fashion Branding - bringing meaning to fashion. Designed by OddThemes