Dylematy blogerki. Przedwiośnie. Przygody z pogodą.


Pierwszy dzień wiosny za pasem. Już by wskoczyła w trampki czy inne buty sportowe. Przywdziałaby ramoneskę, crop top czy inny off shoulder. A tu kapryśna Polska, żaden Milan czy Paris Fashion Week. 


Co bardziej zdeterminowana i zatwardziała nie pozwoli pogodzie dyktować sobie warunków. Przecież jest blogerką! Wskakuje w bomber jacket, do torby wkłada szpilki i Adidas Superstar. W samochodzie chowa pewnie jeszcze kurtkę puchową. Poświęcenie dla pracy! Korporacje, banki, urzędy mają swój dress code. Blogerka ma taki dress code, jaki aktualnie panuje w kalendarzu mody. Zatem wraz z końcem lutego zaczyna wiosnę. 



Kiedy Pantone wybiera kolory, które będą modne wiosną 2019 roku (musi je wysłać domom mody, które zaczynają teraz tworzyć kolekcje jesień / zima 2017, żeby mogli spać spokojnie; a ci z kolei żeby zdążyli nowe trendy zaprezentować w takim czasie, aby sieciówki spieszyły się naprodukować ich kopie na obowiązujący sezon dla zwykłych śmiertelników, w terminie) blogerki mają trudne zadanie. Będąc jedną nogą w świecie randomowej Kowalskiej, która po prostu chce ładnie wyglądać i być na czasie, a drugą nogą w świecie mody przez duże "M" musi upiec 2 pieczenie na jednym ogniu. Kiedy więc tylko wyjdzie trochę słońca, doświetla się blendą i pokazuje nieopalone jeszcze gołe nogi w najnowszych kolekcjach. A gdy dzień mniej pogodny, ze spokojem zakłada kurtkę lub płaszcz, w których nie zmarznie i nie narazi się na spojrzenia przechodniów z gatunku #młodzieżzwariowałajeszczejestzima.



Blogerka ma zobowiązania i żyć z czegoś musi. Zarabianie na afiliacjach to wbrew pozorom ciężki kawałek chleba. Tu nierzadko nawet tysiące obserwatorów i przynależność do grup klik za klik nie pomogą. A nie każdy zostaje zaproszony do kampanii reklamowych w stolicy. Przedwiośnie to taki czas, że próżno szukać ujmujących plenerów do zdjęć i idealnego naturalnego światła. Ratunkiem są jasne kawiarnie urządzone w minimalistycznym stylu, nowoczesny biurowiec o 7 rano lub 19 wieczorem albo kawałek białej ściany, wieszak i biurko z Ikei. 



Jakby tych wszystkich problemów było mało! A tu i ówdzie w zimie się na wadze przybrało (wiadomo, człowiek okryty ciuchami to nie widać) i jakże występować przed publicznością internetową? Bardziej zdeterminowane blogerki nie odpuściły fit żywienia i ćwiczenia, a reszcie pomoże wujek fotoszop i zaprzyjaźniony grafik. Ech, oby do lata!



Oczywiście jest to wpis o zabarwieniu żartobliwym, rozluźniającym, tak weekendowy gulity pleasure. Jeśli ktoś potraktował go poważnie, to wyrażam żal na poniższym zdjęciu.


czapka / cap: H&M KIDS | płaszcz / coat: NEW YORKER | sweter / sweater: H&M | spódnica / skirt: SH | torba / bag: IGNATOWICZ | botki / boots: MOHITO

lokalizacja: najlepsze na świecie blokowisko jakich wiele


Podziel się:

14 komentarzy :

  1. Swoją drogą - ja tam szczerze podziwiam te, które do swojego "zawodu" podchodzą śmiertelnie poważnie i w ciągu tygodnia są w stanie naprodukować sześć sesji: śniegi, nie śniegi, zima, czy nie zima - stylówki są.
    I to nie tylko przedwiośniem, ale i grudniem ;P

    A tak poważnie - dobrze znowu widzieć Panią Gęś :)
    Widzę, że ona się u Ciebie całkiem dobrze zadomowiła, już któryś raz gości na blogu.
    I zawsze w innym towarzystwie :)
    I nie ma, że zimno, gołe nogi zawsze, bo rajstopy mniej fajnie przecież na zdjęciach wychodzą, wiadomka ;)
    Zawsze się zastanawiam, czy one są już zaprawione w bojach, czy może coś tam przed zdjęciami na rozgrzewkę łykają ;)

    U mnie w tym tygodniu zimność jak styczniem - odpuściłam zdjęcia w ubiegłym tygodniu, będę musiała robić je w tym.
    Chyba w waciakach zapozuję.

    Wiedziałam, że nigdy nie będzie ze mnie rasowa blogerka ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jakby nie było - to jednak jest praca wykonana. I to nie mała! Jeśli dziewczyny stawiają tylko na "blogową karierę" to się nie dziwię, że są w stanie dużo dla niej poświęcić. Taki typ pracy!

      A gęś - jeden z moich ulubionych swetrów! Noszę go bez ustanku.
      Ja toleruję tylko czarne matowe rajstopy albo gołe nogi, więc często jest tak, że już jesienią, albo jeszcze wiosną w nich biegam. Do pozostałych rajstop mam wstręt :D

      Czekam w takim razie na Twoje nowe zdjęcia - zawsze zachwycają jakością! Więc takich blogerek jak najbardziej potrzebujemy!

      Usuń
  2. W Holandii też kapryśnie, choć słonecznie to całkiem zimno, z tesknotą czekam na wiosnę, taką prawdziwą :))
    Pozdrawiam cieplutko Kasiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wyczekuję!
      Miłego weekendu :)

      Usuń
  3. Lubię Twoją ironię:D.
    Nie jestem typową blogerkę, może to sprawa wieku;), a może uczciwości wobec siebie. Fotografuję się tak jak chodzę na co dzień.

    A wiesz, że mogłabym się ubrać podobnie? Mam takową spódnicę, podobny płaszcz w kratę, buty i czapkę;)
    Bardzo podoba mi się ten miks - lubię niebieski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to super!
      Ja się dobrze czuję w takich stylówkach. Wygodnie!

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Hahaha kocham Twoje "poniższe zdjęcie wyrażające żal" <3!

    Ja ostatnio pod Magnolią widziałam dziewczynę, która sądząc po sposobie przebiegu sesji zdjęciowej na pewno miała bloga i nie byłoby w tym nic dziwnego, czy nadzwyczajnego gdyby nie to, że jego autorka postanowiła w marcu przy 8 stopniach wskoczyć w krótki rękawek, spódniczkę, i trampki, nie osłaniając nóg od zimna nawet najcieńszą najbardziej transparentną rajstopą! :O Nie wiem czy w takich sytuacjach podziwiać poświęcenie czy ganić głupotę, bo raz, że zdrowie ma się jedno, a dwa po co udawać że mamy środek lipca skoro dopiero co stopniały śniegi (a i to nie wszędzie!).
    Nie wiem, nie wiem... ludzie podejmują czasem dziwne decyzje ;D

    A i jeszcze słowo o kolorach Pantone, skoro już o tym wspomniałaś:) Zaraz po publikacji tych na wiosnę 2016 bardzo się rozczarowałam i stwierdziłam, że nie ma tu dla mnie nic ciekawego (miałam nawet zrobić o nich posta, ale moje rozczarowanie było tak duże, że ze smutkiem porzuciłam ten pomysł, a na mojej twarzy malował się żal zupełnie jak u Ciebie na przed ostatnim zdjęciu). Ale teraz jak sobie na na nie czasem spoglądam, to wyszło mi że z tych 10 wiosennych kolorów, podoba mi się i wiem że mogłabym nosić bo np pasuje mi do skóry, czy włosów, aż 6 (tutaj przydałoby się pogrubienie, albo podkreślenie, szkoda że nie ma takiej opcji w komentarzach :)). Także chyba nie jest jednak tak źle, może ten post można jeszcze odratować, wydobyć z "czeluści odrzuconych i zapomnianych postów" (szkoda, że nie ma kursywy, ehh no cóż... pozostaje cudzysłów) na światło dzienne!

    Dobra kończę już, bo kto to będzie potem czytał te wypociny! :D

    Pozdrowienia i powodzenia na Wroblogu!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze będę czytać!
      Kurcze sama nie wiem jak rozpatrywać to "poświęcenie"...
      Zależy chyba na ile kto jest świadomy, co robi.

      Nie są złe te kolory Pantone! Ale nie traktowałabym ich w kategoriach wyroczni :D

      Usuń
    2. Ja z kolei trafiłam w Dreźnie w Grossen Garten #typowe blogerki - po grupowej sesji na tle pałacyku przebrały buty na płaskie i poszły dalej ;)
      Ale byłam też świadkiem sesji cospleyowej - dziewczyna wcieliła się w postać z zupełnie nieznanej mi mangi.
      I zastanawiam się teraz, czy udałoby mi się znaleźć którąś z tych sesji w internecie - tak jak nas wyczaiła kiedyś na rynku turystka, pamiętasz tę historię? :D

      Usuń
    3. haha! świat jest mały! szczególnie ten internetowy ;)

      a co do przebieranek - ciągle mam mieszane uczucia co do nich. Sama wolę się pokazywać w tym co aktualnie noszę, dopasowanym do aury. Ale z drugiej strony - te dziewczyny chyba profesjonalnie realizują zlecenia :D

      Usuń
  5. Haha, Kasiu, cudownie, uśmiałam się! <3 Niby wpis żartobliwy, ale z ziarenkiem prawdy!
    Dla mnie wczoraj był pierwszy dzień wiosny - bo pierwszy raz wyszłam na dwór w wiosennym płaszczyku! Może wcześniej wskoczyłabym w wiosenną kurtkę, ale... Nie ma jej nigdzie! A już przeszukałam wszystkie szafy w Lubinie i Wrocławiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo nie zagubiona!
      ja kiedyś zgubiłam kurtkę w Zakopanym :D

      Usuń
  6. ech, przedwiośnie, nawet to u Żeromskiego jakoś wypada blado na tle literatury, a co dopiero blogerki modowe ;)
    Twoje scenerie i Twoje pisanie nie przytłaczają wcale a wcale.
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarze!
W razie pytań pisz: contact@fashionbranding.pl

 
Copyright © Fashion Branding - bringing meaning to fashion. Designed by OddThemes