Najgorsze błędy modowe Polaków

Przyciasne, za wysokie, z polaru lub lateksu. Sztuczność i plastik jako motyw przewodni. Pomijam brak higieny, bo to już chyba nie na moje siły :D Tak w ogóle, to wydawało mi się, że jestem tolerancyjna, ale chyba miarka się przebrała! A wiecie co? Najgorsze dopiero przed nami, bo do lata coraz bliżej. Modę bardzo łatwo sprowadzić do niskiego poziomu. Bardzo łatwo powiedzieć, że jest błahostką, pierdołą, czymś zupełnie zbędnym. A to nie jest prawda. Niektórzy tylko nie chcą się przyznać, że moda w jakiś sposób manifestuje ich osobowość. Ale to już dygresja, temat na inny wpis. Tymczasem… zaczynamy odliczanie najgorszych błędów modowych Polek i Polaków!


1. Obnoszenie się z podróbkami


Ciągle gonimy Zachód. Ciągle zazdrościmy. Fakt, że pracując w Stanach, Kanadzie czy dobrze rozwiniętym europejskim kraju, szybciej jesteśmy w stanie pozwolić sobie na zakup torebki, której wartość w przeliczeniu na polskie złotówki sięga kilku, a nawet kilkunastu tysięcy złotych, nie pomaga. Oczywiście proporcje wynagrodzenia do zatrudnienia, to osobny duży problem. Najgorsze są chyba podróbki torebek, okularów przeciwsłonecznych i t-shirtów. Replika czy kopia to też podróbka! Niemniej jednak, nie przekonują mnie argumenty, że:

--> ktoś kupując podróbkę poczuje się lepiej (serio? Jakiś produkt, i to wątpliwej jakości, decyduje o Twoim samopoczuciu, postrzeganiu i akceptacji siebie? Torebka albo buty za 50 zł? Ja wiem, szok to pisać na blogu o modzie.)
--> nikomu nie szkodzi, bo to tylko ubranie,
--> nie stać go, dlatego wybiera podróbkę (ale na przykład kupuje najnowsze modele Iphone’a, wypala dziennie paczkę papierosów, a kilka razy w miesiącu wraca z torbami zakupów z galerii handlowych, bazarów lub sklepów internetowych),
--> ktoś go oszukał (na aukcji było napisane, że prawdziwa! Ten sprzedawca w Turcji przekonywał, że to oryginał!)

Jedyne wytłumaczenie to według mnie nieznajomość / nieświadomość mody. Ale taka autentyczna! W tym właśnie temacie, w książce „Alfabet mody” możemy przeczytać parę zdań odnośnie stylu Polaków:

„Przeciętna nasza rodaczka, przedstawicielka tzw. nowej generacji to kobieta znormalizowana, często wzorująca się na bohaterkach reklam, rezygnująca z własnych pomysłów w dziedzinie ubioru, ponieważ wierzy, że liczy się tylko marka i cena.”

Także drogie moje czytelniczki i czytelnicy! Pamiętajcie: torebki Prady nie kupisz za 300 zł, chyba, że będziesz mieć szczęście i trafisz na perełkę w vintage shopie. Portfel Hugo Bossa kosztuje więcej niż 100 zł, a buty Christiana Louboutina to wydatek większy niż 200 zł.

2. Odsłonięte kostki przy temperaturze od -10 do +5 stopni


Ścięgna, stawy, mięśnie, chrząstki i inne. Jak dbasz tak, masz. Ja za Ciebie w kolejkach do lekarza stać nie będę! Ale serio. To głupota. Warszawa, Brzeg czy Rzeszów to nie Los Angeles, gdzie temperatury przez cały rok są bardzo przyjemne.


3. Za małe. Za ciasne.


Buty z ekoskórki lub dziwnego plastiku nie rozejdą się. Nie ma szans. Kup porządne buty, nie muszą być ze skóry. Byleby były dobrze wyprofilowane i w odpowiednim rozmiarze. Stopy ma się jedne! Wbicie się w rozmiar XS lub S nie spowoduje, że faktycznie taki będziesz mieć. Lepiej zmień dietę i zacznij ćwiczyć. I koniecznie przeczytaj co napisałam o rozmiarach tutaj.

4.Ta sama kurtka puchowa.


Część z nas straciła fantazję w modzie, inni zyskali jej trochę za dużo. Jasne, wszyscy mamy dostęp mniej więcej do tych samych sklepów, a i zawartość portfela też jest w miarę porównywalna, więc trudno oczekiwać, że nagle każdy będzie miał na sobie inne rzeczy. ALE. NA BOGA. Dlaczego widzę wszędzie szaro-brunatną masę? Kurtka puchowa, dłuższa lub krótsza, mała torebka przewieszona przez ramię lub duży shopper w ręku, proste czarne spodnie i botki lub kozaki. Typowa Polka. Polak ma dżinsy. I buty sportowe. 

5. Buty na obcasie: nie umiem, to się przejdę


Niezależnie od okoliczności Polka zakłada szpilki czy inne czółenka, a to na wesele, a to na imprezę w klubie, a nawet spacer po wybrukowanym rynku i randkę do kina. Dzięki butom na obcasie czuje się sexi. Szczególnie jeśli założy je do obcisłych legginsów i krótkiej błyszczącej bluzki. W połączeniu z żelowymi tipsami i ufarbowanymi na czarno lub blond włosami oraz doklejonymi rzęsami może podbijać świat. Na co dzień nosi taki strój ze sportowymi butami na koturnie (najgorsze ever, forever, nawet Isabel Marant tu nie pomoże), albo najpopularniejszymi adidasami. 

6. Źle dobrany makijaż i oprawki okularów.


Wieczorowy makijaż noszony co dzień, wyskubane brwi, za dużo wszystkiego (ja wiem, te tutoriale na youtube z konturowaniem twarzy przez nałożenie 40 różnych warstw robią wrażenie, ale taka maska jest potrzebna Kim Kardashian, a nie naturalnie pięknym Polkom). Ładne oprawki okularów potrafią całkowicie odmienić wygląd twarzy i dodać jej charakteru. 



7. Ogólny brak gustu.


Uważam, że powiedzenia „o gustach się nie dyskutuje” w ogóle powinno nie być. To zdanie używane jest jako argument, gdy ktoś nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego wygląda beznadziejnie, albo kupił / nosi coś, co do niej / niego nie pasuje. 

Na szczęście nie są to tylko moje obserwacje. Cytując Alicję Szubert – Olszewską, autorkę książki Alfabet mody:

„Na przemian bywa albo przesadnie wysztafirowana albo zaniedbana. Uważa, że nie musi dbać o maniery, gestykulację, sztukę ciekawej rozmowy lub chociaż ograniczyć posługiwanie się wulgaryzmami, ponieważ ma dobre nogi i biust. Jest przekonana, że mężczyźni wolą blondynki (…) ten nieco przeczerniony obraz nie przystaje do wszystkich Polek, odnosi się głównie do – niestety – coraz liczniejszej, wpływowej grupy wyznawczyń prostacko rozumianego konsumpcjonizmu, zafascynowanych światem reklam, prymitywnych karier i rozrywek (…)”

8. Najgorszy: niemyślący wyraz twarzy.


Tak. Tu nie pomoże nawet najlepsza kreacja. Ewentualnie grymas z gatunku: odwróć twarz w drugą stronę, bo Ci ją zmasakruję. Piękno na zewnątrz nie wyjdzie, jeśli nie będzie połączone z pięknem wewnątrz. Masz piękny umysł? Zapewne nawet w czarnym kardiganie, prostych jeansach i zwykłych tenisówkach wyglądasz świetnie. Jeśli ku** to Twój przecinek, wyrzucasz śmieci gdzie popadnie, a ostatnia książka, którą przeczytałaś to „Pies, który jeździł koleją” albo „Jak Wojtek został strażakiem” – nie masz gustu. Chlip. Chlip. 

9. Logomania.


I nie mam tu na myśli podróbek, o nich pisałam już wyżej. Noszenie bluzy z polaru otrzymanej w ramach nagrody w konkursie organizowanym przez popularnego producenta margaryn albo t-shirta z logo i hasłami reklamowymi firmy gwoździe i syn nie jest spoko. Ani plecaka największej marki piw. Ani sportowych legginsów producenta mydeł i środków higieny intymnej. Ogólnie unikaj wielkiego krzyczącego logo. Nawet jeśli teraz największe magazyny o modzie wieszczą powrót logomanii w stylu lat 90. 

10. Niedopasowanie stroju do okazji.


Kochani. W tym jesteśmy najlepsi. O ile jest to całkiem zrozumiałe w czasach szkolnych (przyznać się, kto zakładał dżinsy zamiast czarnej spódnicy na rozpoczęcie roku szkolnego?), o tyle przychodzenie na rozmowę kwalifikacyjną w za ciasnej sukience, odkrywanie biustu w kościele, noszenie ultrakrótkich szortów w przestrzeni miejskiej czy formalnej garsonki na domówkę u znajomych, kiedy nasz mózg potrafi ogarniać rzeczywistość szerzej niż mając 15 lat – nie przystoi. Chwila zastanowienia wystarczy, żeby dobrać odpowiednie odzienie. Jeśli nie wiecie – poszukajcie porady w internecie. 



Oczywiście, te błędy nie są tylko domeną Polaków. Ba! Śmiem twierdzić, że mieszkańcy innych krajów niekiedy noszą się gorzej niż nasi rodacy. Ale porównując zmysł naszych dziadków, czy czasów z końca XIX i początków XX wieku – jest różnica! I to ogromna. Obniżenie poziomu estetyki można zauważyć przede wszystkim w kwestii designu. Szyldy, banery i plakaty reklamowe, styl ubioru i wystrój wnętrz, to takie główne aspekty, które szczególnie mnie bolą. I to niemal FIZYCZNIE. Z obserwacji, które poczyniłam można wysunąć 3 wnioski:

1. Im więcej ograniczeń, tym bardziej jesteśmy kreatywni. Choć to słowo mocno straciło na znaczeniu, to tutaj pasuje jak ulał! Sprawdza się stara prawda, którą zna każdy projektant graficzny czy twórca komunikacji. Im więcej masz wytycznych, ram, szczegółów na które musisz zwrócić uwagę i które ograniczają pole Twojego manewru – tym ciekawszą i bardziej użyteczną rzecz jesteś w stanie wymyślić. Wtedy starasz się o czymś prostym myśleć inaczej, z różnych perspektyw, nie tracąc jednocześnie wątku. To samo stosujemy w kwestii dekoracji naszych mieszkań czy wybierania stroju.

2. Nadmiar możliwości prowadzi do przeładowania. Tego jesteśmy świadkami już od co najmniej 20-30 lat. Kiedy tylko otworzyły się większe możliwości sprowadzania różnych produktów w niskiej cenie i napłynęły do nas „nauki estetyczne” z innych krajów, jakbyśmy ociemnieli. Zapomnieliśmy całkowicie o tym, co było w naszej kulturze i tradycji estetyki, a pochłonęliśmy cudowne skarby z USA i krajów azjatyckich. Oblepiliśmy nimi kamienice, przejścia, wcisnęliśmy w telewizję i radio i przyodzialiśmy na siebie. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że wielu z nas czyniło i czyni to, bezrefleksyjnie. 

3. Skoro apogeum badziewia już osiągnęliśmy w początkach XXI wieku, teraz może być już tylko lepiej! Choć niektóre jednostki są już nie do odratowania. Chlip.


p.s. przedmiotem tych analiz nie są osoby, które dokonują świadomych, czasem prowokacyjnych wyborów. Tylko ten światek, który kompletnie bez refleksji porusza się po świecie mody.

Podziel się:

25 komentarzy :

  1. Bardzo słuszne spostrzeżenia Kasiu, lubię takie posty :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, ja Cię bardzo, Kasiu, przepraszam, ale jak się zimą nie wozi tyłka w aucie, a trzeba zachrzaniać przez zaspy do pracy dwa kilometry przez las do pracy i ma się próg zamarzania już gdzieś na temperaturze oscylującej w okolicach -2 ustawiony, to ciężko chodzić do niej w innych butach, niż w kozakach.
    Tylko w takich nie złamie się nogi, nie poślizgnie i nie przemoczy się ich po dwóch dniach.
    Mogłabym założyć jeszcze glany (wywaliłam kilka lat temu, bardzo żałuję) albo trapery (nie mam, a że po górach nie chodzę, to mi szkoda pieniędzy), ale po co, skoro moje kozaki bardzo dobrze się sprawdzają - a jak się je przetrze w pracy szmatą jakąś pożyczoną od ekipy sprzątającej, to i prosto z pracy (jak się taksówkę zamówi, wiadomka, żeby znowu ich nie upaćkać) można w nich na miasto iść ;).

    Tak samo kurtka - no nie, przepraszam: polskie zimy są, jakie są (ta jest dosyć łagodna, prawda, ale na ogół miło nie jest), więc jeśli znowu człowiek skazany jest marznąć na przystankach, narażać się na zmoknięcie, ochlapanie błotem śniegowym i ubrudzenie w komunikacji miejskiej przez grono babć jadących ze swoimi świeżo bitymi prosiakami do domu, to szkoda marnować ładnego płaszcza na takie atrakcje - lepiej zostawić go na lepsze okazje, niż codzienna pociurka.
    Przynajmniej ja tak uważam.
    Może dzięki temu wiele moich płaszczy i butów ma już tych kilka lat i we względnie dobrym stanie się trzymają...

    Fantazja w kwestii ubioru jest potrzebna, fajna i pożądana, ale codzienne eksperymentowanie w pewnych sytuacjach i życia okolicznościach moim zdaniem jest przesadą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj, chyba się nie zrozumiałyśmy.

      Ja nie mam nic do kozaków, ani kurtek puchowych, ani innych odzieni, które okrywają nas na co dzień przed niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Chodzi mi tutaj o postawę. O to, że zawsze szaro, czarno i buro (przede wszystkim w głowie!), a takie praktyczne ubrania nie muszą też być od razu białe. Są inne odcienie, można je urozmaicić chociażby kolorowym szalikiem i wełnianą czapą, które wcale nie wpłyną na zmniejszenie powierzchni grzewczej :)

      Ja się autem nie wożę, tylko komunikacją miejską i moja droga do pracy trwa godzinę. Nie narzekam :) Mimo tego i mimo wielu deszczowych, śnieżnych dni noszę różne kurtki i płaszcze czy buty zimowe, które są proste, ale użyteczne. I nie można o nich powiedzieć, że są szarobure. (Pomijam żółty płaszczyk :D)

      I jak sama już niejednokrotnie na blogu czytałaś - część moich butów i płaszczy jest już ze mną kilka lat.

      Radzę też nie traktować sytuacji 0:1, czyli albo coś jest białe, albo coś jest czarne. Nikogo nie namawiam do eksperymentów i narażania zdrowia 24 godziny na dobę :D Nie uważam też, że nagle wszyscy mamy zacząć nosić się jak Macademian Girl ;)

      Usuń
    2. No to podziwiam Cię, bo ja noszę kolorowe okrycia wierzchnie bardzo rzadko - pewnie dlatego, że w Łodzi płace marne i na pralnię chemiczną przy czyszczeniu tych płaszczy wydałabym fortunę ;)

      Nie przeczę, mam wyjątkowy talent do brudzenia siebie i moich ubrań, z tym trzeba się urodzić, brawo ja.

      Usuń
    3. ja akurat jestem ryzykantem (i obym miała dalej takie szczęście :D), więc część odzieni wierzchnich piorę w pralce np. ten wspomniany żółty płaszcz.

      Koniec końców mam nadzieję, że jednak w niedługim czasie przyjdzie do nas wiosna i ze spokojem będziemy mogły nosić jasne płaszcze i kurtki, bez obawy o ich stan :)

      Usuń
  3. podoba mi się ten tekst w całości, mimo iż chodzę w puchówce (co prawda jak krew czerwonej) i kozakach w kolorze cappuccino, a całość dopełnia zawieszona przez ramię prostokątna mała torebka z kolorowej, żółto-czerwonej wężowej skóry (ekologicznej rzecz jasna) ;)
    celne uwagi. Myślę, że zalał nas potop azjatyckiej taniej odzieży z poliestru, polki wypełniły nimi szafy i zapomniały, że istnieje coś takiego jak elegancja, umiar, jakość. I o ile zrozumiem brak gustu (serio, nie każdy go ma) to najbardziej frustruje mnie szarzyzna uliczna albo potęga dżinsu, który moim zdaniem nie jest przyjacielem wszystkich kobiet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czerwona puchówka brzmi dobrze!

      Oj to racja, w 100% się zgadzam, zgubiliśmy gdzieś umiar.

      Wydaje się, że dżins, tudzież denim, to jedne z najprostszych materiałów do "ogarnięcia", ale kluczem jest tu dobry fason! Ktoś może świetnie wyglądać w luźnej koszulowej sukience, a komuś bardziej będą pasowały ogrodniczki. Dla innego typu figury odpowiednie są dzwony, a dla innego dopasowane rurki. Po prostu trzeba znaleźć swój model i być świadomym swojej sylwetki.

      Dzięki za komentarz!

      Usuń
  4. Moim zdaniem to nie tylko wpadki modowe Polaków, co kraj to obyczaj:)

    OdpowiedzUsuń
  5. powiem Ci pojechałaś po całości!! też widzę takie mankamenty na co dzień ale powiem Ci dwie rzeczy- nikt nie kocha LOGOMANII bardziej niż Rumuni, którzy dostają chyba przy urodzinach zapas spodni adidas dożywotnio, i nikt nie jest mistrzem noszenia balerinek w mrozy, takim jak kobiety z krajów bliskiego wschodu, które można spotkać w uk tłumami. Więc w tych kwestiach Polacy nie prezentują się najgorzej! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooj zgodzę się! Ukraińcy też czasem popadają w logoholizm, ale trochę mniej - choć lubują się w wyrazistych i "bogatych" strojach. Ale też nie ma co generalizować :D

      Faktycznie na tle niektórych wypadamy całkiem dobrze!

      Usuń
  6. Uu długa lista przewinień Ci się uzbierała, Kasiu! Cóż, mogę tylko ciężko westchnąć i pokiwać głową, ale pocieszam się tą samą myślą, którą zakończyłaś ten post: miejmy nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musi być!

      Mimo tych różnych błędów, jestem zdania, że drzemie w nas niesamowity potencjał, więc wierzę, że będzie super z naszym narodowym stylem :)

      Usuń
  7. jakże ja lubię Cię czytać, Kasiu! <3 bardzo trafne spostrzeżenia!
    a co do logomanii…pamiętam, jak byłam mała i zawsze jak wyjeżdzałam z rodzicami nad morze, mój tata brał ze sobą na plażę torbę termiczną Warka Strong :D często mówiłam mu, że jest okropna (już jako małe dziecko potrafiłam zwrócić uwagę na jej brzydotę), ale to nie pomagało :D może Twój post go przekona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej <3
      czasy dziecięce to był właśnie czas logomanii w bardzo złym guście :D
      ale wtedy chyba większość ludzi nosiła takie "gadżety"...

      dziękuję!

      Usuń
  8. Ja osobiście nie przepadam za puchówkami. Jestem zdania, że nic tak nie pasuje kobiecie jak porządny wełniany płaszcz, który grzeje i pozwala skórze oddychać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra puchówka może być użyteczna, ale fajnie chociaż do niej dodać bardziej wyraziste dodatki, żeby nie czuć się tak bardzo czarno-szaro :)

      Choć osobiście wolę płaszcze!

      Usuń
  9. Bardzo mocny wpis, czyżby do punktu pierwszego zainspirowała Cię moja podróbkowa torebka? Ogólnie to chyba jedyna moja podróbka, więc myślę że nie ma co się denerwować, ale faktycznie masz rację: co za dużo to nie zdrowo.
    Zgadzam się również z tym, że powielamy siebie nawzajem, są momenty kiedy w blogosferze właściwie wszędzie można zobaczyć to samo, co mnie też niezmiernie denerwuje. Zawsze staram się wtedy pokazać coś innego, no chyba że ten aktualny trend również mnie bardzo przypadł do gustu w swojej oryginalnej wersji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Kasiu, to raczej wieloletnia obserwacja :)

      Ty akurat kombinujesz w różne style, więc jest to fajne i na pewno niepowtarzalne :)

      Usuń
    2. Nawet jeśli to nie mam nic przeciwko, każdy ma prawo do swojego zdania :)
      O tak, kombinuję na wszystkie sposoby i uwielbiam to od A do Z :)

      Usuń
  10. Z tymi kostkami to trafiłaś w sedno. W czasie ostatniego ataku zimy, kiedy wyciągnęłam moje relaksy z wojasa, które wyglądają jak skżyżowanie yeti z alpinistą, z poczuciem oglądania nieznanego gatunku człowieka oglądałam w tramwaju okazy z modnie odsłoniętymi kostkami. Ja wiem, ja zmarzluch, ale inni chyba też odczuwają temperatury?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nad tym zastanawiałam! Ja za dużego chłodu nie toleruję, choć lubię kiedy jest dość rześko, ale te odsłonięte kostki i głowy to przesada. Dwa najgorsze miejsca: można się łatwo przeziębić albo sprawić sobie kłopoty ze stawami. To jest bardzo niebezpieczne!

      Usuń
  11. Przeczytałam jednym tchem. Świetnie napisane! Jak sobie pomyślę ile "inspiracji"" nosiłam jeszcze do niedawna kupionych np. w Zarze to słabo mi się robi. Teraz w sieciówkach zaopatruję się raczej w ubrania basic.
    ps. moją uwagę przykuły Twoje świetnie dobrane oprawki! Ostatnio sama wybierałam okulary i bardzo się przy tym umęczyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojj ja przymierzałam mnóstwo oprawek, a kiedy zostały już 3 najlepsze typy przez 40 minut nie mogłam się zdecydować :D

      o "inspiracjach" można napisać niejedną książkę, ale dopóki biznes się kręci - nikt nie chce sobie narobić dodatkowych wrogów :)

      dzięki!

      Usuń

Dzięki za komentarze!
W razie pytań pisz: contact@fashionbranding.pl

 
Copyright © Fashion Branding - bringing meaning to fashion. Designed by OddThemes