Louis Vuitton: duch podróży + video


Pierwsze reklamy prasowe, rewolucje w podróżowaniu, prawa kobiet, upadki monarchii, wzrost znaczenia klasy robotniczej, niejasne układy z rządem w Vichy, kopiowanie pomysłów znanego projektanta... To tylko kilka kwestii co do których, do dziś toczą się dyskusje. A jak właściwie zaczęła się historia domu mody Louis Vuitton?

Dziewiętnastowieczne rozłożyste suknie z krynoliny wymagały nie tylko kobiecej siły, która była w stanie udźwignąć misterne konstrukcje, ale też sztabu pomocników zajmujących się ich zakładaniem i pielęgnacją. To samo dotyczyło podróży. Mniej i bardziej szalone przejażdżki dyliżansami, wreszcie powstanie kolei, wytworzyły niszę dla pakowaczy. W takich okolicznościach Louis Vuitton zetknął się z podróżami na wielką skalę. I to one zawsze będą marce towarzyszyły. Będą podstawą jej tożsamości.

Zaczął od pracy w małym, ale szanowanym zakładzie, z czasem zyskał sobie znajomości i umiejętności (był świetnym obserwatorem, dzięki czemu mógł rewolucjonizować rynek toreb, kufrów, sakiew i walizek podróżnych). Do jego klientów należał sam Napoleon III i jego dwór. Czasy i moda się zmieniały, a Vuitton obsługiwał kompleksowo słynnych obieżyświatów tworząc nie tylko rzeczy do przechowywania, ale także turystyczne biurka, łóżka i inne potrzebne przedmioty. Wszystko wykonane z najwyższej jakości wytrzymałych materiałów i z dbałością o szczegóły. Mogłabym tu jeszcze pisać godzinami, bo autorka książki "Louis Vuitton. Francuska saga.", Stephanie Bonvicini, niczym sprawny detektyw "przekopała się" przez stosy archiwalnych ksiąg, dokumentów, dotarła do wielu ludzi związanych nie tylko z rodziną Vuittonów, ale też osób posiadających wiedzę historyczną na temat XIX i początków XX wieku, żeby jak najdokładniej przekazać czytelnikom specyfikę pracy, rynku, mody i otoczenia społecznego. Jak to mówią na dzielni - wielki szacun! Ale, żeby nie wyjawiać za dużo, a zachęcić Was do sięgnięcia po tę książkę, poniżej napiszę 5 rzeczy, których nie wiecie o kobietach, modzie i marce Louis Vuitton!


1. PIERWSZE OFICJALNE WYPRZEDAŻE.

Koniec XIX i początek XX wieku to szalony czas. Kiedy w 1841 r. zakazano zatrudniania dzieci w wieku od 8 do 12 lat na dłużej niż 8 godzin dziennie, a w 1874 wprowadzono ustawę uniemożliwiającą pracę dzieci poniżej 13 roku życia i dzień pracy nastolatków skrócono do 12 godz., prawie nikt nie spodziewał się, że prawdziwa rewolucja dopiero nastąpi. W 1919 r. wprowadzono ośmiogodzinny dzień pracy (SZOK). Ale mniej więcej w tym samym czasie handlowcy wiedzieli już, że wraz ze zmianami w społeczeństwie następują zmiany w zwyczajach zakupowych. Jednym prekursorów marketingowego podejścia do sprzedaży mody był Jules Jaluzot, właściciel Printemps, który jako pierwszy oficjalnie, w prasie, ogłosił wyprzedaże. W styczniowym wydaniu Le Figaro z 1887 r. umieścił informacje, zapowiadające sprzedaż z rabatem produktów z poprzedniego roku. Ba! Założył kasę oszczędnościową dla swoich klientek, które wpłacały tam fundusze, a następnie wydawały je w jego sklepie. To bardzo odważny krok z jego strony, bo jak wiemy, kobiety w tamtych czasach raczej nie mogły liczyć na własne konto bankowe

2. RYWALIZACJA.

W rodzinie Vuitton, każdy syn, z każdym ojcem rywalizował. Żaden nie chciał odpuścić. Mimo, że się wspierali i równie mocno angażowali w rozwój firmy, to każdy z nich chciał odcisnąć na niej indywidualne piętno. 

"Zgłaszający P. Georges Vuitton, a następnie zaznaczył w tekście, że występuje w sprawie i w imieniu Georges'a Vuittona, ale - i na tym polegał cały manewr - że zgłasza motyw fabryczny figurujący na wzorcu stosowanym na płótnach i innych materiałach (...) projektowanych przez Pana Vuittona. Zręcznie i z pewnością z polecenia Georges'a, Robelet nie podał imienia projektanta - oczywiście Louisa - dając tym samym do zrozumienia, że jest nim Georges. Syn odsunął się od ojca. Ale to jeszcze nie koniec."

W tym materiale, znajdziecie kilka kolejnych faktów z życia rodziny Louisa Vuittona i jego początków.



3. CZAS SIĘ BAWIĆ!

Kiedy zakończyła się pierwsza wojna światowa, a kraje Europy uporały się z epidemią hiszpanki, która zdziesiątkowała społeczeństwa i pochłonęła więcej istnień niż krwawe działania zbrojne, ludzie zapragnęli cieszyć się życiem. 

"Kobiety się wyzwalały, wzorem dandysów, niczego sobie nie odmawiały: paliły, piły, tańczyły, prowadziły auta, obcinały włosy, nosiły kapelusze dzwonki, kostiumy wzorowane na garniturach, kostiumy kąpielowe odsłaniające uda i ramiona. (...) Zostawały adwokatami, lekarzami, wykładowcami, architektami, a w 1924 r. zyskały wreszcie prawo głosowania w wyborach miejski i kantonalnych."

To kolejna zmiana zwyczajów, która nastąpiła w niedługim czasie. Ledwie kilkadziesiąt lat wcześniej nowojorska sufrażystka Amelia Bloomer żądała prawa noszenia przez kobiety bufiastych spodni do skróconych do kolan sukien. 

4. MOŻESZ WEJŚĆ DO DOMU HANDLOWEGO I NIC NIE KUPIĆ, A NIE ZOSTANIE TO UZNANE ZA NIEGRZECZNOŚĆ.

Tak moi drodzy. Aristide Boucicaut pożyczył półtora miliona franków i zaczął kupować domy w sąsiedztwie. Jego konkurencji wydawało się, że tworzy po prostu duże powierzchnie magazynowe. A tymczasem, tenże syn kapelusznika wymyślił małe miasteczko w mieście - sklep, po którym można się do woli przechadzać i nie trzeba nic kupować. Co więcej - nie zostanie to odebrane jako potwarz. W tym samym czasie w Londynie, Charles Henry Harrods (tak, ten Harrods) otworzył sklep kolonialny specjalizujący się w herbatach, 



5. RAZEM MOŻNA WIĘCEJ.

Intuicja nie myliła Louisa. Zaprzyjaźnił się (Choć trudno to rozpatrywać w kategoriach dziś pojmowanej przyjaźni. Raczej się po prostu szanowali.) z Charlesem Fredericem Worthem, który tworzył kolekcje odzieżowe i szył na miarę. Ten informował go o kierunkach rozwoju mody, dzięki czemu Vuitton mógł wyprzedzać konkurencję i uprzedzać potrzeby klientów - mógł tworzyć kufry i walizki na ubrania, które dopiero miały zostać pokazane światu. Z kolei twórca akcesoriów podróżniczych rewanżował się projektantowi mody informacjami o uwagach na temat garderoby od klientów.

Dziś marka Louis Vuitton nadal kultywuje korzenie i umacnia w swojej tożsamości ducha podróży, o czym świadczą chociażby filmiki o pakowaniu walizki i spoty wizerunkowe.



A wracając już do samej książki Louis Vuitton. Francuska saga. autorstwa Stephanie Bonvicini, uważam, że nie jest to lektura dla każdego. Jeśli:
- nie lubisz historii,
- nudzą Cię długie opisy,
- nie pamiętasz o co chodziło z tym obaleniem monarchii i powstaniem klasy robotniczej,
- wydaje Ci się, że moda to tylko ciuchy i ładne kampanie reklamowe
nie czytaj. Tylko się zmęczysz.

Dla mnie ta książka to kopalnia wiedzy, która spaja politykę, modę, handel, rozwój społeczeństwa i zmiany zachowań, pełna ciekawostek historycznych. Naprawdę dużo można się z niej dowiedzieć. Jest tylko jedno ale - nadmiar może przytłoczyć ;)

Podziel się:

13 komentarzy :

  1. Uwielbiam takie opowieści, lubię czytać o historii mody :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawych rzeczy się dowiedziałam :) bardzo fajny post.

    OdpowiedzUsuń
  3. BEAUTIFUL POST!

    Rakel ♥ www.alovelystyle.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tak mało w temacie: Kasia wygladasz bosko w berecie! Powinnaś cześciej je nosić! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odkąd znalazłam ten, częściej go noszę :)

      Usuń
  5. Ta książka to dla mnie przykład idealnie napisanej biografii. Oprócz samej historii marki, zawartych jest w niej dużo informacji dotyczących zmian historycznych, ekonomicznych i gospodarczych. Przy czym nie ma się wrażenia, że czyta się suche fakty, niczym w podręczniku do historii. Dla mnie, te informacje pozwalały wczuć się w klimat epoki. Książka jest rewelacyjna i sama chciałam napisać na blogu jej recenzję, ale zostało mi do przeczytania kilkanaście stron, a ostatnio brakuje mi czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Ogromna dawka wiedzy podana w przyjazny sposób. Nic na siłę! Ciekawa jestem co Ty o książce napiszesz :)

      Usuń
  6. Opis bardzo interesujący:), myślę, że warto się skusić :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie nie przestaje bawić historia logo LV czyli stworzone, żeby nie podrabiać wyrobów stało się czym się stało, czyli Azja produkuje ;)

    Chętnie sięgnę, szczególnie że polecasz - bo bardzo często jestem rozczarowana tego typu książkami, które ochem i achem nad marką i jeszcze jedną formą reklamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki paradoks losu:)
      Ojj ja też jestem często rozczarowana, z resztą już przygotowuję się do wpisu z taką książką, niemniej ta pozycja warta jest uwagi. Będę do niej wracać.
      Pozdrawiam!

      Usuń

Dzięki za komentarze!
W razie pytań pisz: contact@fashionbranding.pl

 
Copyright © Fashion Branding - bringing meaning to fashion. Designed by OddThemes