Kryzys

foto: Marta Gutsche Studio

Zastanawiałam się, czy poruszać ten temat na blogu, czy też nie. 
Od wczoraj w mediach społecznościowych burza. Kontrowersje wywołało nowe wydanie Glamour, w którym znajduje się artykuł "Rewolucja nie ubiera się u Prady" (zapowiadany na okładce "Modne rewolucjonistki na Majdanie"). W czwartek na fanpage'u magazynu ukazała się zapowiedź zachęcająca do przeczytania tekstu: 
"Jak zmienia się życie fashion girl, kiedy wkracza w nie krwawa rewolucja? Jeśli Was też poruszyły wydarzenia w Kijowie, przeczytajcie w nowym ‘Glamour’ artykuł, który specjalnie dla nas napisała ukraińska dziennikarka modowa Olenka Martynyuk.
I po miażdżącej krytyce komentujących została skasowana. Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, skąd na to czasopismo sypią się gromy. Internauci i czytelnicy wykorzystują każdą możliwą okazję do wytknięcia Glamour błędu. Ja nie czytałam tego numeru "fizycznie", ale w sieci już można znaleźć skany. Cały tekst tego feralnego artykułu umieszczony został też na stronie glamour.pl - TU. Jakie jest stanowisko redakcji?


Właśnie takie. 
Do tego Anna Jurgaś, naczelna magazynu wypowiedziała się dla portalu wirtualnemedia.pl - tutaj.

"Sformułowanie „modne rewolucjonistki” odnosi się do branży, w jakiej pracuje bohaterka i autorka naszego artykułu i nie ma nic wspólnego z modą na Majdanie. Jest ona dziennikarka modową i poprosiliśmy ją o napisanie osobistej relacji z tego, co przeżyła na Majdanie. Dostaliśmy tekst (wydrukowany w oryginalnej wersji) z perspektywy „normalnej” dziewczyny, która przewartościowuje swoje życie i angażuje się w rewolucję. To Oleńka była i jest na Majdanie, dlatego wydaje mi się, że nikt nie ma prawa oceniać jej postawy, zachowań czy opinii na ten temat - opisuje Jurgaś. - W żaden sposób nie chcieliśmy urazić ludzi walczących na Majdanie, raczej pokazać, że wśród nich są tacy, dla których polityka właśnie teraz nabrała realnego znaczenia."

Co można w takiej sytuacji zrobić, jak można było temu zapobiec? Zastanawiam się, w kontekście wiedzy, którą sukcesywnie pozyskuję na studiach, jakie uwarunkowania i konsekwencje wizerunkowe ma to działanie Glamour? Pomijam aspekt czysto ludzki, zwykłego człowieczeństwa, bo w obliczu tego, co dzieje się na Ukrainie to coś niepojętego, co nie podlega dyskusji.

[wtrącenie - wiecie, na zajęciach z brandingu miejsc dowiedziałam się, że Ukraina ma swoją strategię marki państwa, taką wizerunkową właśnie. Nie zgadniecie jakimi cechami chce się komunikować w świecie... otwartość i rozwój]


  • Tekst ukraińskiej dziennikarki może i nie jest arcydziełem, faktycznie ma się poczucie, jakby pisała go nastolatka, jeszcze niedojrzała, ale jednak mająca dobre intencje. I, co warto zaznaczyć, opisująca swoje emocje, swoje osobiste odczucia, spostrzeżenia. Tu znów mam wrażenie, że zbyt łatwo przychodzi nam ocenianie ludzi. Ta dziewczyna przecież nikomu krzywdy nie zrobiła. Pewnie nawet nie była świadoma jak zabrzmi ten artykuł. (Ciekawa jestem kto zajął się przełożeniem tekstu na język polski, domyślam się, że oryginał był w języku ojczystym Olenki bądź po angielsku. Ale tego nie wiem na 100%)
  • Sam zamysł tego tekstu, próba pokazania przemiany człowieka dość próżnego, obudzenia się uczuć patriotycznych, w obliczu trudnych wydarzeń narodowych, nie byłby zły, gdyby wykonanie było lepsze, a i czas inny... 
  • Pytanie jakie od razu się nasuwa - dlaczego nie wstrzymano druku, nie przeredagowano tekstu? Wiadomo, to trwa. Poskładanie i wydruk to nie jest kwestia kilku godzin. Ale na Ukrainie ludzie giną w walce o wolność nie od 3 dni, czy tygodnia. Dłużej. Można było o tym pomyśleć, opóźnić ukazanie się numeru, a w tym czasie przygotować inny artykuł w to miejsce. 
  • Redaktor naczelna nawet dostając taki tekst powinna była nie dopuścić do jego wydruku. Choć tu mogłaby się tłumaczyć jakimiś zobowiązaniami, sama nie wiem jakimi, może reklamowymi? [edit: przyszło mi jeszcze do głowy, że wystarczyło ten tekst inaczej nazwać, inaczej zapowiedzieć, trochę inaczej zredagować i myślę, że spokojnie by się wtedy obronił.]
  • Dlaczego nikt z redakcji przez cały dzień, kiedy frustracja czytelników narastała, nie zabierał głosu na stronie internetowej i fanpage'u na facebooku? Nie przeprosił, nie przyznał się do błędu, albo wytłumaczył decyzji? Tego nie wiemy, może debatowali nad oświadczeniem, a może stwierdzili, że lepiej już zamilczeć. 
  • Co zrobić, gdy tzw. "mleko się rozlało" i jak przypuszczam 95% ludzi, do których dotarła informacja o tej publikacji Glamour, jest zszokowanych, poruszonych i oburzonych całą sytuacją? Jeden z komentujących internautów podał swój pomysł... zaproponował, aby cały dochód ze sprzedaży magazynu przeznaczyć na pomoc humanitarną dla walczących Ukraińców. 
  • Myślę, że zgodzimy się co do tego, że tak naprawdę to drugorzędna sprawa, co jakaś modowa gazetka wypisuje na swoich łamach, ważniejsze jest to, co dzieje się na Ukrainie. 


Jest godzina 23.00 i w końcu pojawia się oficjalne wyjaśnienie (jeśli można je takim nazwać):

"W związku z emocjami, które wywołał artykuł „Rewolucja nie ubiera się u Prady“, pragniemy przeprosić wszystkich, którzy poczuli się urażeni publikacją.

Tekst powstał przed eskalacją konfliktu i nikt – chyba jak większość z nas – nie spodziewał się takiej dynamiki i kierunku wydarzeń. Oczywiście to niczego nie usprawiedliwia – nie tłumaczymy się, po prostu wyjaśniamy.
Nie możemy zmienić faktu, że artykuł się ukazał, ale możemy obiecać, że w przyszłości z większą starannością będziemy dobierać teksty nawiązujące do bieżących wydarzeń. To dla nas ważna lekcja, za którą dziękujemy i ponownie przepraszamy."

Specjalistką nie jestem, ciężko mi jest je ocenić. Jest krótkie, zwięzłe, znajduje się w nim obietnica poprawy i przeprosiny, to każdy widzi. Błędem jest to, że zostało zbyt późno wydane.

I na sam koniec jeszcze jedna uwaga. Gdy zobaczyłam co się dzieje w social mediach odnośnie artykułu "Rewolucja nie ubiera się u Prady", przypomniała mi się niedawna sprawa koncernu LPP - zawalenia się fabryki, gdzie produkowane były ubrania Croppa (tak, to jest jedna rodzina z House, Sinsay, Mohito i Reserved), w wyniku czego zginęły setki ludzi, o sprawie pisał m.in. Michał Zaczyński oraz kwestię przeniesienia praw do znaku towarowego (szerzej komentowaną w kontekście rozliczania podatków) trzech pierwszych marek wymienionych przeze mnie w nawiasie, którą prześledziła bardzo dokładnie i rzetelnie FashionPRgirl.pl - możecie przeczytać tutaj: Jak nie prowadzić komunikacji w Social Media.

Takie nieprzemyślane działania i  brak rozważnego komunikatu ze strony, która błąd popełniła, wpływają na to, że opinia o branży mody jest bardzo negatywna. Światek ten uważany jest za bandę półgłówków i kwintesencję znieczulicy społecznej. Niby wiemy, że to łatka, że nie każdy jest taki zły, ale większość ludzi, która modą się tak dogłębnie nie interesuje, będzie miała takie właśnie zdanie.

Dodam jeszcze, że często ci, którzy bojkotują / hejtują / wyrażają krytykanckie uwagi nawet nie zaznajomili się z tematem w stopniu wystarczającym, by wyrazić opinię w rzetelny sposób.  

------------------------------------------

Co Wy myślicie o całej sprawie? 

Podziel się:

23 komentarze :

  1. Ludzie na Ukrainie też muszą "żyć" i też mają swoje zainteresowania i ambicje, także oburzenie czytelników uważam za zbyt pochopne zwłaszcza gdy zagłębi się temat. Zwłaszcza, że tekst pochodzi ze strony Ukraińskiej.(według wydawcy) Być może spowodowane jest to tym, że ukazało się to w polskim wydaniu magazynu. Sprawę wypadałoby na chłodno wyjaśnić a nie rzucać bardzo ostrymi hasłami. Oczywiście bardzo ważne jest to co dzieje się na Ukrainie i jeśli okazałoby się, że ten tekst to czysta profanacja to wydawca powinien ponieść konsekwencje i przeprosić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wielu internautów zupełnie straciło poczucie rzeczywistości... Zareagowali emocjonalnie i pochopnie. Dlatego też poruszyłam w swoim tekście różne możliwości odbioru całej sytuacji, która jednak nie powinna przesłaniać tego co faktycznie dzieje się na Majdanie.

      Może po prostu wystarczyłoby inaczej zaanonsować ten tekst? Można było przewidzieć, że takie tytuły wzbudzą kontrowersje.

      Wydaje mi się jednak, że sprawa "rozejdzie się po kościach"... Nie pierwszy raz komentujący zrobili burzę dużej marce, która nie wiedziała jak zareagować, nie była przygotowana na taki rozwój sytuacji.

      Usuń
    2. Zareagowanie emocjonalne ludzka rzecz, tylko wydaje mi się, że było to nieadekwatne do sytuacji. Jeżeli większość komentarzy jest tak napastliwa bez zagłębienia w temat to należałoby to wyjaśnić. Wydawca tekstu pewnie chciał być "lojalny" ;) Ciekaw jestem czy osoby najbardziej obrażające po prostu klepnęły komenta za innymi czy naprawdę zainteresowały się tematem.

      Usuń
    3. Domyślam się, że część komentarzy należy do grupy "nie znam sprawy, ale jest afera to wspomogę hejtem", część "oburzeni w niewiadomej sprawie", kolejni "rozumiem, wyrażę dezaprobatę", a inni "każdy błąd należy wytknąć". Oprócz tego, są jeszcze komentarze, które bronią tekstu samego w sobie i nieliczne broniące redakcji.

      Pytanie - czy te garści komentujących będą miały wpływ na sprzedaż magazynu? Czy 200 komentarzy wpłynie na 51,5 tys. lubiących ten fanpage oraz tych faktycznych odbiorców Glamour - kupujących gazetę co miesiąc? Czy będzie to miało znaczenie dla reklamodawców i współpracowników?

      Wreszcie - czy ci, którzy w jakikolwiek sposób (zupełnie dowolny - na fanpage'u, blogu gazety; swoich blogach; portalach plotkarskich i profesjonalnie zajmujących się mediami itd...) odnieśli się do sytuacji, są zainteresowani gazetą - kupują ją, czytają, oglądają, aktywnie biorą udział w akcjach jakie to czasopismo organizuje? Czy po prostu chcieli opisać dane zjawisko.

      Czy to, że my tu tak debatujemy i analizujemy ma sens? :)

      Dzięki za komentarz!

      Usuń
    4. Tak :) z pewnością każda dyskusja która prowadzi do jakiś wniosków i jest ciekawa ma sens, niby jak inaczej się komunikować, heh. Szczerze mówiąc nie sądzę by te 200 komentarzy jak teraz mówisz i to całe poruszenie spowoduje spadek sprzedaży, być może chwilowy. Wydawca przeprosił i wyjaśnił sytuację, dla rozumiejących to nie ma problemu, zapewne będzie teraz bardziej ostrożny, więcej takich wpadek w bliższym czasie mogłoby się odbić negatywnie. Przeglądając fun-page i stronę głównę dalej widzę info z przeprosinami co ma znaczenie, pewnie szybko nie zniknie.
      Każdy magazyn, gazeta, ogólnie media czy osoby prywatne prowadzące bloga o dowolnej tematyce muszą się liczyć z nieprzychylnymi komentarzami albo podobnymi wpadkami niezamierzonymi, jest to pewna machina często w której uczestniczy wiele osób więc jak w życiu problemy się zdarzają. Jak być kreatywnym i konkurować na rynku bez szukania inspiracji. ;) Poza tym widzę często, że ludzie krytykują cokolwiek na blogach czy stronach internetowych wyładowując w ten sposób swoją frustrację. Skoro coś im się nie podoba to po cholerę ciągle włażą i komentują, już tak uogólniając.

      Usuń
  2. Czasami nieświadomie każdemu może trafić się gafa. Ważne żeby umieć z tego wyjść z twarzą. Co zrobić, teraz trzeba znów ciężko pracować nad zaufaniem, reputacją. Życie nie jest łatwe. :( Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Każdy błędy popełnia. Tylko, że tutaj niewiele trzeba było aby zapobiec masowemu wylewowi krytyki... Może redakcja nie spodziewała się faktycznie takiej reakcji?

      Dziękuję za opinię i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Trochę rozumiem oburzenie, bo akurat zbiegło się to z najgorszą chyba sytuacją, kiedy zginęło mnóstwo ludzi. Ale zapewne poszło do druku dużo wcześniej i dużo wcześniej tekst został napisany - wycofanie druku to strata dużej ilości pieniędzy, a gdyby sytuacja nadal wyglądała tak jak jeszcze jakiś czas temu, więc byłyby to tylko protesty, to tekst przeszedłby bez echa. Niestety, Glamour znalazł się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie, z niewłaściwym tekstem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, kwestie finansowe na pewno odegrały tu rolę. Zły czas, złe tytuły. A już tym bardziej w obliczu tego, że każdy najmniejszy błąd czy niefortunne działanie jest przez czytelników natychmiastowo punktowane.
      Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie!

      Usuń
  4. Ludzie muszą gadać.. Minie czas i sprawa ucichnie. Ważne, by się po tym podnieść i działać dalej, niekoniecznie w tej sferze już.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gadali, gadają i będą gadali. Taka specyfika natury ludzkiej. Gorzej zawsze z podjęciem konkretnych czynów!

      Dzięki i pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Punkt ostatni, niezwykle trafny: "tak naprawdę to drugorzędna sprawa, co jakaś modowa gazetka wypisuje na swoich łamach, ważniejsze jest to, co dzieje się na Ukrainie." Całkowicie się z nim identyfikuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest najważniejsze. Wiadomo, każdy z nas jest zajęty swoimi małymi sprawami, które nie mają żadnego wpływu na to, co tam się dzieje. I ani udostępnianie filmiku, ani zapalenie świec, ani nawoływanie do piętnowania czyichś niefrasobliwości nie zmieni sytuacji...

      Usuń
  6. Ten tekst jest straszny. Pokazuje, że ludzie zajmujący się modą to tępe, niedorozwinięte i próżne pustaki, z mentalnością nastolatków. Skoro gazeta o modzie buduje taki wizerunek, to czego spodziewać się po reakcji innych?
    artykuł nie powinien się ukazać. Jest krzywdzący przede wszystkim dla Ukrainy, dla tej dziewczyny - głównej "bohaterki" oraz dla ludzi ze świata mody. Akurat to ostatnie nie jest szczególnie ważne, ale jednak.

    Przeznaczyć pieniedze ze sprzedaży na pomoc - idealna myśl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tą opinią. Żadne wątki poboczne nie powinny być poruszane w sytuacji, gdy giną ludzie. Na szczęście, jak wiemy, to już się nie dzieje.My cieszmy się z tego, mając nadzieję na trwałe porozumienie, bez rozlewu krwi, a gazeta powinna "pójść do Kanossy" i część zysku przeznaczyć na pomoc dla tych, którzy ucierpieli. Pozdrowienia

      Usuń
    2. Jasne, redakcja powinna była przemyśleć to co publikuje i kiedy, w jakim kontekście. Jak już wyżej napisałam - wyszliby z tego jako tako obronną ręką, gdyby nie te tytuły i zapowiedzi. Miejmy nadzieję, że będzie to nauczka na przyszłość. Jeśli nie - to znak, że niewłaściwe osoby znajdują się na stanowiskach zarządzających w tej redakcji.

      Ja osobiście daleka jestem od kategorycznego oceniania - każdy z nas jest tylko człowiekiem, a ludzie popełniają błędy. Jedni małe, inni bardzo duże, takie o których będzie się pamiętać i łatwo wybaczone nie zostaną.

      Jednak chciałabym zwrócić także uwagę na to, że wielu internautów też zachowało się bardzo nie fair - dosłownie mieszali z błotem i wyzywali od najgorszych autorkę artykułu - Ukrainkę, która tylko opisała swoje odczucia i przemyślenia. W taki sposób, w jaki uważała za stosowne. Zamiast przedstawić swoje uzasadnienia w sposób kulturalny bluzgali chaotycznie.

      Dziękuję za komentarze! Cenię to, że czytacie, komentujecie, macie swoje zdanie. A przy tym dyskusja jest na poziomie - z szacunkiem i konkretnymi argumentami. Cieszę się, że mogę z Wami poruszać tak różne tematy!

      Usuń
  7. Trudno mi zrozumieć, jak takie coś można było dopuścić do druku - nawet gdyby nastąpiło to przed eskalacją konfliktu, to artykuł był tak kiepsko napisany i w tak niekorzystnym świetle stawia ludzi związanych z modą, że nie powinien był absolutnie się ukazać. Ale ja już jestem przyzwyczajona do tego, że nie pojmuję świata, przeczytałam artykuł, przez chwilę zastanawiałam się WTF?, a potem zapomniałam o tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem argumentacja pani redaktor naczelnej jest zupełnie nietrafiona i przedstawiona w zły sposób. Artykuł sam w sobie, treść i przesłanie mógłby mieć szansę na obronienie się.
      Przypuszczam też, że sprawa ucichnie za jakiś czas, a póki co Glamour nie ma co liczyć na przychylne komentarze, teraz będą non stop torpedowani przez negatywy. Trudno, będą musieli sobie z tym poradzić.

      Dzięki!

      Usuń
  8. Ja osobiście nie mam zdania na temat tego artykułu, nie czytałam go choć widziałam skany, wole się nie mieszać skoro nie mam wiedzy na temat tego artykułu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, jeśli się nie chce w to mieszać, to nie trzeba :)

      Usuń
  9. Super, ze zwrocilas na to uwagę. Dopiero po Twoim tekście dowiedzialam się o tym artykule. Zgadzam się z nim w 100%. Przede wszystkim z tym, że to bardzo zły moment na taki artykuł. Za miesiąc, dwa tak, ale nie teraz gdy o Ukrainie mówi się w kontekście życia i śmierci. Temat mody wydaje się blachy , nieważny ale mogl być ciekawy za jakiś czas. O modzie II wojny światowej też się mówi mimo silnych emocji, ale jako ciekawostce, i po kilku latach. Nie kiedy wychodziły na jaw zbrodnie przeciwko ludzkości.

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja artykuł przeczytałam i nie oszukujmy się ale wielu z nas miało by takie same rozterki: W co się ubrać na Majdan ? (ma być ciepło i wygodnie ,ale chcemy wyglądać łądnie, nawet idąc na siłownie ,czy na wspomniany Majdan) , czy rozdawać jedzenie? Czy nie "uwłacza" to naszej godności ?
    Sorry ,ale ludzie są próżni , my jesteśmy próżni :) Nie rozumiem całego zamieszania, najwięcej szczekają Ci co mają najmniej do powiedzenia !

    OdpowiedzUsuń
  11. Wg mnie ten tekst został bardzo niefortunnie napisany. Gdyby coś w nim zmienić, faktycznie opowiadałby o tym, jak zmienia się postrzeganie niektórych rzeczy pod wpływem sytuacji i dramatycznych wydarzeń. Że to, co robimy i czym się zajmujemy w pewnych sytuacjach po prostu się nie przydaje. Można by ciekawie przedstawić wewnętrzną przemianę tej stylistki (prawie jak w lekturze szkolnej!) - ale czy wiadomo, czy wtedy nie wyszłoby sztucznie i patetycznie. Ciężko mi powiedzieć, co trzeba było zrobić, a tym bardziej - co Glamour powinno zrobić teraz. Poza tym - w Internecie też często pojawiają się takie nietrafione wpisy i chociaż w razie wpadki prawie od razu powstają print screeny, to jednak wiadomo - łatwiej to usunąć ;-) Ale nigdy na zawsze - Internet nie zapomina!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarze!
W razie pytań pisz: contact@fashionbranding.pl

 
Copyright © Fashion Branding - bringing meaning to fashion. Designed by OddThemes