W sieci sieciówki

Jaka jest proporcja sieciówek polskich do zagranicznych w galeriach handlowych? Okazuje się, że ich obecność jest już co raz częściej porównywalna. Popatrzmy chociażby na producentów obuwia: Badura, Bartek, Gino Rossi, Ryłko, Wittchen, Wojas, cała grupa CCC (Lasocki, CCC, Boti), Kazar, Lesta, Venezia... Z sektorem odzieżowym jest podobnie. 

Dlaczego więc, nie tylko topowe blogerki, ale kupujący, w ogóle, swoje kroki najczęściej kierują do sieciówek hiszpańskich, angielskich i ewentualnie szwedzkich? 
Powodów na pierwszy rzut oka wydaje się być kilka:

  • niższe ceny,
  • rzeczy częściej osadzone są w trendach,
  • produkcja i tak chińska, więc wybiera się zagraniczne marki (jakby to był jakikolwiek prestiż...),
  • marki zagraniczne są bardziej promowane, reklamowane,
  • nie odróżniamy, nawet po nazwie, które marki są polskie, a które zagraniczne
Jest też na pewno grupa osób, która nie kieruje się markami, tylko tym, czego akurat potrzebują/co im się spodoba i to jest powodem ich zakupu.

Co się dzieje, kiedy spróbujemy te "powody" sprawdzić?
Argument niższych cen - cóż są polskie marki cenowo dostępne dla dużej rzeszy społeczeństwa (oczywiście warto drogi konsumencie wiedzieć, że to najczęściej wiąże się a) z używaniem gorszej jakości materiałów, b) produkcją ulokowaną w dalekich, biednych krajach). Trendy? Też kwestia do podważenia, prawie każda znana marka ma w swojej kolekcji linię zwaną 'trend' i z czysto biznesowego punktu widzenia wie, że musi mieć (chyba, że komunikuje tradycję i ponadczasowy styl), bo inaczej nie będzie zarabiać złotych monet. W temacie produkcji niestety bywa różnie. Sporo firm zleca ją podwykonawcom, którzy najmują do pracy niewolniczej robotników z różnych części globu. Robią to firmy polskie i zagraniczne, ale nie wszystkie. Jeśli zastanowimy się nad reklamą, to faktycznie tych polskich kampanii jest jakoś mniej - i  na bilboardach, i w mediach. Ale są, i to w dodatku realizowane z dużym rozmachem. Czy przeciętny kupujący odróżnia marki polskie od zagranicznych? Tak. Ale moim zdaniem tylko wtedy, kiedy ktoś mu wcześniej powiedział, że ta, czy inna marka jest z kraju x,y,z. No chyba, że nazwa od razu sugeruje kraj pochodzenia ;)

behance.net

Czemu o tym wszystkim piszę? 
Ostatnio "napsuliśmy sobie sporo krwi" usiłując jakoś wytłumaczyć sobie kwestie etyki w kontekście wydarzeń związanych z firmą LPP. Opinii było tyle, ile ludzi. A czy kupując nowy t-shirt, albo spódnicę sprawdzamy metkę? Tą z ceną tak. Ale tą ze składem i krajem produkcji już nie. I to się tak prędko nie zmieni, nie ma magicznego zaklęcia, które zaczaruje całe społeczeństwo. 
Poza tym nie każdego stać na zakup produktów polskiej marki z tej wyższej półki cenowej. (I pamiętajcie, że piszę tu o sieciówkach, nie projektantach!). W ogóle konsumentów sieciówek podzieliłabym na takie kategorie (choć nie wiem czy kategoryzowanie jest tutaj na miejscu... dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają...):

[Pamiętajmy też, że nie wszyscy mają fundusze na zakupy w galeriach handlowych]
  • osoby, które czasem, po odłożeniu jakiejś kwoty, stać na zakup markowy,
  • osoby, które kupują odzież w sieciówkach z niższej półki cenowej,
  • osoby, które ubierają się głównie w sieciówkach,
  • osoby, które selekcjonują marki, wybierają zazwyczaj te droższe,
  • osoby, które kierują się jakością

Ja chcę Wam dziś pokazać rzeczy polskich marek takich jak Monnari, Aryton i Solar. Zdaję sobie sprawę z tego, że dwudziestokilkulatki bardzo rzadko do nich zaglądają, a jeśli już to z mamą, bo to dla niej marki skrojone. A trzeba przyznać, że w ostatnim czasie marki te przeszły metamorfozę. I mając w kieszeni trochę więcej monet możemy w nich kupić coś, co będzie służyło nam przez lata i będzie uniwersalne (mimo grupy docelowej, jaką jest kobieta 30+).



Tak na dobrą sprawę TY, który kupujesz rzeczy w regularnych cenach w Zarze czy Mango albo River Island, możesz zainwestować w lepiej wykonane rzeczy marki Monnari. Niestety część produkcji ulokowana jest w Chinach i innych krajach (nie zostały wymienione). Jaki to procent nie wiem, jednak na pierwszym miejscu krajów produkcji wymieniona jest Polska.

Czerwony płaszcz retro (1) w 70% składa się z wełny. Podobny znajdziemy w Zarze, z tym, że tu wełny jest 54%. Cena podobna. Czarny płaszcz (2) trzeba przyznać wygląda nieziemsko. Taka klasyka zawsze wygląda fantastycznie. Zrobiony jest w 100% z wełny, a promocyjna cena to ok.560zł. Jak na przeciętną polską kieszeń to bardzo duża kwota, ale jeśli to mądrze przemyślimy, a cenę rozłożymy na lata (oczywiście tylko w myśli - np. zamiast dwóch płaszczy w przeciągu 3 lat za łączną sumę 500zł, mamy jeden, który kosztuje niewiele więcej, ale za to będzie nam służył np. 5 czy 7 lat) to jest to dla nas bardziej "do przejścia". Podobny znajdziemy w River Island  za 90 funtów (w składzie 54% wełny). I tak porównania można mnożyć. O pozostałych produktach możecie poczytać (a także kupić je): (3)(4)(5)(6)(7)(8)(9). Oczywiście zdarzają się też ceny moim zdaniem nie adekwatne do jakości (jak np. nr 9 - sukienka śliczna, w całości poliester), ale na materiałach aż tak się nie znam, być może jest poliester lepszy i gorszy gatunkowo? Ktoś wie?



Aryton. Marka, której płaszcze są moim marzeniem. Na razie nie zanosi się na to, żeby byłoby mnie na którykolwiek z nich stać, ale kunszt wykonania podziwiać można ;) Szczególnie tego żółto-cytrynowego (1)Klasyczna sukienka w jasnym kolorze (2) to coś, co warto, aby każda z nas miała w swojej szafie. Na te okazje, kiedy małej czarnej zakładać nie wypada. Wykonana jest z acetatu. Nie wiedziałam co to, wyguglowałam i znalazłam definicję takową: "Acetat jest produkowany z celulozy. Dokładnie z płatków celulozowych. Jest to materiał naturalny. Produkuje się go tak, że płatki wpadają do acetonu (który je rozpuszcza) po czym dodawany jest olej mineralny (żeby włókna się nie sklejały i elektryzowały), następnie formowane są włókna (przy użyciu malutkich dysz), włókna są kremplowane, tak żeby acetat uzyskał odpowiedne właściwości i odparowywany jest z niego aceton." <też macie taką frajdę jak się czegoś nowego dowiadujecie?> Spodnie z tweedu (3) to rzecz, którą można sobie z mamą pożyczać, podobnie jak czerwone cygaretki (4). Kolejny płaszcz brzoskwiniowy oversize (5) i sukienka na bardzo specjalne okazje (6)



Solar. Tu można znaleźć kilka ciekawie skrojonych rzeczy, jak i klasyków. Ale. Dużo częściej niż w Monnari, czy Arytonie, w składzie widnieje poliester i jemu podobne. Wobec tego mam pewne obiekcje. Co z tego, że klasyczna, prosta mała czarna (1) nigdy nie wyjdzie z mody, i może warto wydać na nią te 399zł. Ale 100% poliester? Za taką kwotę chyba da się kupić coś z jedwabiu. Dzianinowa sukienka (2) (wiskoza, akryl, angora) już bardziej mnie przekonuje. A szmaragdowy sweter (3) kupiłabym od razu (akryl, wełna i moher to nie najgorsze połączenie). Za to kiedy patrzę na całkiem ładny płaszcz w kratę (4), który nie ma w składzie ani grama wełny, a kosztuje 499zł... to "ręce mi opadają". Przecież to nie jest metaliczna spódnica (5), która "udaje" skórę (tu akurat rozumiem użycie tych syntetycznie wytworzonych materiałów). 


Wiecie, sieciówki nie są takie złe. Tylko trzeba wiedzieć które :)


P.S. To nie jest wpis sponsorowany. 
P.S. 1 Taki długi post! 
P.S. 2 Materiały i produkcja swoje, ale i tak... płacimy za logo.
P.S. 3 Nie dajmy się zwariować ;)


Podziel się:

19 komentarzy :

  1. Dla mnie polskie marki są bardzo ważne, dlatego tez kiedy tylko mam okazje- buty kupuje u naszych rodzimych sprzedawców. To samo tyczy się ubrań :)) ale powiem Ci, ze dzianinowa sukienka z Solar'a jest naprawdę ładna, ale ja kupiłam bardzo podobna w sh i to za jakie małe pieniądze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że kiedy masz okazję to wspierasz polskich producentów :) Pewnie, że podobne rzeczy można znaleźć w ciucholandach i wtedy to tylko z korzyścią dla nas!

      Usuń
  2. Hej, nominowałam Cię na swoim blogu do Liebster blogger award, taka o sobie zabawa :)

    Co do polskich sieciówek. Niektóre tylko kojarzą się, że są polskie, ale mają wyłącznie zagraniczny kapitał i wyłącznie zagraniczną produkcję (głównie w Chinach). Nawet Monnari przeszycia robi w Chinach ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to racja. Właśnie wspomniałam, że Monnari z tą produkcją to jest podzielone na Polskę, Chiny i inne kraje. Może musi się w Polsce zmienić prawo, żeby takim firmom korzystniej było zatrudniać ludzi w produkcji w Polsce? Choć nie wiem czy to coś da...

      Usuń
    2. Tak jak jedna z Czytelniczek wspomniała w komentarzu u mnie(który na razie czeka na moderację, więc tylko ja go widziałam), jedynym sensem takich "nominacji" jest możliwość polecenia innych blogów. I dlatego się na to zdecydowałam, bo zawsze jest szansa, że choć jedna osoba na nie wejdzie. Powodzenia z pytaniami, jeśli podejmiesz się odpowiedzi :)

      Co do prawa, produkcji zagranicznej, etc... Najgłupsze jest to, że wystarczy jeden szew zrobić w Polsce, żeby móc napisać sobie na metce "Made in Poland". Ba, nawet metki wystarczy wszyswać w Polsce. I tak naprawdę nigdy nie wiadomo ile ciucha było uszyte tutaj, ile tam. Dlatego ja nawet polskie sieciówki omijam i chodzę do młodych zdolnych po ciuchy, przynajmniej widzę, że to tu, w tym pokoju je uszyli, tymi, własnymi rękami :)

      Usuń
  3. Odpowiem wprost - mam ubrania z popularnych zagranicznych sieciówek /zwłaszcza z Zary i Promod/ które po paru sezonach używania wyglądają jak nowe, a rzeczy polskich marek , dokładnie tu przez Ciebie opisane, nie wytrzymały nawet jednego. Jakość tych rzeczy w najmniejszym stopniu nie odpowiadała ich wygórowanym cenom. Odrębną też sprawą był bezpardonowy sposób odrzucenia reklamacji. Mam wrażenie, że niektóre z tych firm stosują strategię marketingową polegającą na wyznaczaniu wysokich cen, w celu umacniania na rynku wizerunku tzw.polskiej "wyższej półki". Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci lepszego niż moje dotychczasowe doświadczenia w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz powiem Ci, że jak 4 lata temu kupiłam torebkę w Zarze, czy sukienkę, to w na prawdę dobrym stanie mam ją do dziś (przy dość częstym użytkowaniu), ale... teraz większość rzeczy, które oferuje ta sieciówka niestety nie nadaje się do noszenia dłużej niż sezon. Choć też może zależy co się kupuje konkretnie i z jakiego materiału. Nie znoszę generalizacji, a tutaj w tym wpisie może trochę generalizuję, ale przedstawiam swoje ogólne odczucia i spostrzeżenia. A co do zawyżania cen - znane to jest marketingowi nie od dziś. Lepiej być marką za drogą niż zbyt tanią i dla każdego...
      Dziękuję za komentarz! Bardzo się cieszę, że mam taką czytelniczkę jak Ty!

      Usuń
    2. Miałam na myśli, że strategia marketingowa, o której piszemy jest właściwa dla bardzo znanych globalnych firm lub dla niszowych marek wyrobów luksusowych. Przyznasz, że żadna z polskich marek tak wielkiego światowego zasięgu jeszcze nie osiągnęła, aby stosować taką politykę cenową na naszym "podwórku".

      Usuń
  4. Zaintrygowało mnie to, będę musiała zaglądnąć następnym razem do ww. polskich sklepów :). Jeśli chodzi o niższe ceny a jakość materiałów, to świetnie to widać chociażby w przypadku sklepów obuwniczych, bo tak, te buty będą droższe niż np. w Deichmannie, ale kupując buty w Wojasie mam pewność, że to skóra naturalna i że nie jest to produkt, który rozleci mi się po jednym sezonie, a o ile na takie Ryłko nie każdego stać, to myślę, że lepiej kupić jedne, porządne buty z Lasockiego niż kilka par szajsowatych z marnej podróby skóry - cenowo wyjdzie na to samo, a z pewnością stopy będą się czuły lepiej w porządnie wykonanym obuwiu ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na przykładzie butów właśnie bardzo jest te różnice widać. I muszę przyznać, ze jestem wyznawczynią zasady, że but musi być wygodny! innej opcji nie ma :))

      Usuń
  5. świetny post! No wysiliłaś się Kasiu i chylę czoła, bo dla właśnie TAKI post jest świadectwem zaangażowania i prawdziwego zamiłowania do mody. ojjj poprawiłaś mi humor na dobre :) a co do tematu, ja jestem z grupy klientów pod nr 3, czyli robiących zakupy gł w sieciówkach przy czym u mnie dodatkowo jeszcze działa czynnik ekonomiczny czyli raczej wybieram te tanie. U mnie nie ma znaczenia czy jest to polska czy zagraniczna firma. Liczy się ciekawy ciuch i cena. reszta to bardzo daleki, "drugi plan".
    ps. większość z nas nie orientuje się do końca co jest firmą polską a co nie - swoją drogą to ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo! Fajnie, że wzięłaś głos w tej naszej internetowej dyskusji :))
      Bardzo trudno tak na prawdę jest wskazać tak całkowicie polskie marki. Tak jak Monika napisała powyżej, często firma niby polska, a kapitał zagraniczny. I bądź tu konsumencie mądry!

      Usuń
    2. Kasia, uwielbiam Cię! Przeczytałam od deski do deski, naprawdę świetnie napisane. Z racji późnej pory i tego, że mój mózg nie wzniesie się teraz na wyżyny swojego funkcjonowania pozostaje mi zgodzić się z Anią, bo też zaliczam się do typu trzeciego i bić brawo, bo naprawdę się napracowałaś! :)

      Usuń
  6. Dla mnie najważniejszy jest stosunek jakości do ceny. W sieciowkach czasem znajduję ubrania dobre gatunkowo, które służą mi przez lata. Natomiast skład ubrań z "wyższej polki" pozostawia czasami dużo do życzenia, a cena jest wygórowana. Czego staram się nie kupować w sieciowkach to buty. Opłaca się wydać więcej i kupić porządne, skórzane. Ostatnio również zaczynam mieć podobne zdanie na temat torebek.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz! Dlatego też tutaj poruszyłam pokrótce temat materiałów. Warto sprawdzać metki i wiedzieć za co się płaci. Bo jak widzę np. w Simple piękną sukienkę, która kosztuje 700zł, a uszyta jest z poliestru to robi mi się wręcz słabo... marka marką, ale no ja się na to nabrać nie dam. I mam nadzieję, że co raz więcej konsumentów będzie świadomie wybierać produkty!

      p.s. przypomniała mi się anegdota - poszłam z przyjaciółką na zakupy, bo chciała kupić sobie skórzane botki na jesień. Weszłyśmy do Venezii, znalazła takie jakie jej się spodobały, kosztowały ponad 300zł. Coś ją jednak tknęło i zapytała ekspedientki czy to prawdziwa skóra. Jaka była odpowiedź? Że nie, sztuczna....

      Usuń
  7. Fajny post. Trafnie zauważyłaś, że niewiele osób sprawdza metki w sklepie. Ja to robię zawsze kiedy mam wątpliwości z czego wykonana jest dana rzecz i ludzie dziwnie się patrzą na to, nie wspominając, że szukanie metek zwraca często uwagę zaniepokojonych ekspedientek. Ale wychodzę z założenia, że jeśli coś jest z poliestru czy akrylu to nawet szkoda mi czasu żeby to mierzyć. No i to taki mój jednoosobowy protest kiedy z oburzeniem na twarzy odkładam wzgardzony sztuczny ciuch;) Na ubranie z takich materiałów mogę się szarpnąć jedynie w lumpeksie i to i tak rzadko.
    A z takich tkaninowych ciekawostek to wiskoza jest fajną tkaniną. Wbrew chemicznej nazwie to też materiał pochodzenia celulozowego, bardzo dobrze nosi się latem:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyno! Po raz kolejny napracowałaś się co nie miara przy notce. I po raz kolejny jest genialna. Z przyjemnością czyta się takie ciekawe rzeczy na temat nie tylko trendów funkcjonujących w modzie ale i o danych markach i ich produktach.
    Jeśli chodzi o sam temat , który poruszyłaś to ja ostatnio kupuję tylko polskie obuwie i nie jest to koniecznie Ryłko czy Lasocki. Jest masa fabryk obuwniczych mieszczących się w naszym kraju , których buty sprzedawane są w mniejszych butikach nie będących częścią wielkich galerii handlowych. Tym sposobem mam piękne skórzane, lakierowane baleriny produkcji polskiej za 150 zł czy też sandały na lato również skórzane za 100 zł ( przecenione z 250 ) również produkcji polskiej.
    Ostatnio zachwyciła mnie reklama kolekcji męskiej marki Bytom.. na poziomie zagranicznym.Polecam obejrzeć jeśli nie widziałaś. Nie zawsze co polskie oznacza coś złego.
    Co do zdjęć które tu umieściłaś, kolekcja Aryton jest przepiękna i ultrakobieca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wracanie uwagi na jakość przychodzi z wiekiem ;) Ja już niestety łapię się we wspomniany przez Ciebie segment 30+ i zaczynam zwracać uwagę na materiały z jakich uszyte są rzeczy. niekoniecznie jestem jednak skłonna płacić ponad półtora tysiąca złotych za płaszcz z - bądź co bądź - sieciówki takiej jak Aryton. Limonkowy płaszcz jest nieziemsko piękny, ale cena z kosmosu. Dlatego często czekam na przeceny, co prawda na większość upatrzonych przeze mnie rzeczy już się nie załapię, ale zawsze coś porządnego uda mi się upolować. Powoli uczę się przedkładać jakość nad ilość, ale czasem niestety dostaję małpiego rozumu, szczególnie podczas zakupów na pewnym popularnym portalu aukcyjnym, ech... ;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarze!
W razie pytań pisz: contact@fashionbranding.pl

 
Copyright © Fashion Branding - bringing meaning to fashion. Designed by OddThemes