Zielona fuzja smaków

W ramach studenckiego gotowania kolejny przepis, tym razem nie jest może ekspresowy w przygotowaniu, ale tak samo jak poprzednie przepisy pyszny, oszczędny i, co tu dużo, mówić estetyczny :) A je się też oczami :)


Wiecie, że na świecie marnuje się 1/3 jedzenia (a to jest ok. 1,3 mld ton)? A według badań Eurostatu, Polska znajduje się na zaszczytnym 5 miejscu pod względem ilości wyrzucanego jedzenia rankingu Europy. Spisujemy na straty jakieś 9 mln ton jedzenia. Jak myślicie, jakie są przyczyny tego zjawiska?

Tak, tak. Bardzo proste! 

  • przegapienie terminu przydatności do spożycia,
  • zakup złego jakościowo produktu | posiłku,
  • niewłaściwe przechowywanie,
  • za duże zakupy,
  • zbyt duże porcje posiłków,
  • brak pomysłów na wykorzystanie dostępnych w lodówce czy szafce składników.

I wcale nie jest zabawne, ani pomocne i ratujące nasz mały lokalny świat to, że wśród pewnych kręgów "modne" staje się wyszukiwanie jedzenia w śmietnikach i spożywanie go. Więcej o tym trendzie pisał na swoim blogu m.in. Michał Zaczyński

Co w takim razie możemy robić? 

Odwrotność tych punktów, które wypisałam wyżej :)

Wiedząc, że nasza kuchnia (jako pomieszczenie) ma ograniczoną pojemność możemy po prostu kupować mniej (a co za tym idzie częściej będziemy mieli różnorodne produkty, nie znudzimy się jedzeniem i będziemy spożywać to, na co w danej chwili na prawdę mamy ochotę). Warto też czytać etykiety, bo wysoka cena nie zawsze idzie w parze z jakością. 

Moje studenckie gotowanie jest takim trochę przykładem racjonalnego wykorzystywania środków i zasobów wszelkich :)
Np. ten obiad kosztował nas na osobę dokładnie 8,81 zł. 

Dobrym "motywem" jest kupowanie mniejszych wersji produktów. Mimo, że na pierwszy rzut oka wydają się one droższe od normalnej nazwijmy to pojemności/wielkości, to faktycznie oszczędzamy. Dlaczego? Załóżmy, że kupujemy puszkę kukurydzy w wersji mini za 2,30zł, gdzie "normalny" rozmiar kosztuje 3zł. Mini wykorzystamy w całości, a tak czy siak gotując tylko dla siebie całej dużej puszki kukrydzy nie wykorzystamy. Wyrzucamy. I jesteśmy te głupie 70 groszy w plecy :D Tak samo ma się rzecz np. z olejami. Przykładowo kupując saszetki Biolevita za jakieś 3 zł jedna sztuka, wykorzystujemy olej sezamowy czy z pestek dyni do konkretnego dania, czy przygotowując sobie sałatkę do pracy | szkoły, możemy go przenosić i na świeżo dodać do posiłku. (Dodatkowo nie ryzykujemy utłuszczenia wnętrza ulubionej torebki ;) A nie marnujemy całej butelki (przyznajmy szczerze, nie jesteśmy w stanie zużyć pół litra oleju innego niż rzepakowy czy oliwa z oliwek w takim czasie, żeby nam się nie "zepsuł"). Zamiast pół chleba, można wybrać 2 bułki, a następnego dnia kupić sobie pyszne, chrupiące i świeże. I tak przykłady można mnożyć! Wydaje się to być przerysowane? No właśnie... wydaje się, ale wcale tak nie jest.

Po prostu warto się nad tym zastanowić!

A teraz już koniec edukacji dzieci, przechodzimy do przepisu :)


Czego potrzebujemy? Co to w ogóle jest kuchnia fusion? W wielkim skrócie mówiąc, jest połączenie kilku tradycji kulinarnych w jednym daniu :)

Zaczynamy od włoskiej cukini. Obieramy ją ze skóry, kroimy w półplasterki i grillujemy na patelni. Pochodzący z Azji Mniejszej por kroimy i parzymy (tzn. zalewamy gorącą wodą). W międzyczasie kroimy na prostokąty ciasto francuskie i układamy je do formy na muffinki (TAK, wtedy wyjdą takie ładne kieszonki). Kroimy fetę i mozarellę na małe kawałeczki. Rybę nacieramy intensywnymi przyprawami w deseń meksykański. Polską śmietanę dodajemy do przestudzonej cukini i dorzucamy pora. Kieszonkę z ciasta smarujemy olejem sezamowym Biolevita. Dodajemy por i cukienię, następnie grecką oliwkę i sery. Wkładamy do nagrzanego do 175 stopni piekarnika na około 12-15 minut. W międzyczasie smażymy rybę (coś w stylu brytyjskiego fish&chips, ale zdrowsze) i robimy sos czosnkowy z porem. Na talerz nakładamy kiełki, które polewamy kilkoma kroplami oleju sezamowego; gotowe kieszonki i pokrojoną na kawałki rybę.

Zdrowe danie z pysznych składników gotowe!

Można też zamiast kieszonek zrobić tradycyjne koperty z ciasta francuskiego :)






Smacznego!

Podziel się:

5 komentarzy :

  1. Absolutnie sie zgadzam, marnujemy jedzenie, do czego to doszło, że zwyczajnie mamy wszystkiego za dużo, ale i tak wciąż narzekamy, ze za mało.
    Ja w swoim domu rodzinnym byłam zawsze uczona szacunku do jedzenia, do tego aby nic nie marnować. Chleb był świętością, szybciej był przerabiany na tartą bułkę, niż pozwolić na to aby go wyrzucić, do tego mój Ojciec był specem, ad przygotowania zup i innych potraw z "niczego":) i właśnie zawsze te, smakowały najlepiej. Sama kupuje na bieżąco, sprawdzam daty i stan warzyw i owoców. Doceniłam zamrażarkę, nic nie wyrzucam , a i swojego T. odzwyczaiłam od tego. Bardzo pouczający post Kasiu, a jedzonko, jak zawsze wygląda tak, że w swojej wyobraźni już się nim zajadam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy sposób na jedzenie! a to danie wygląda super, pewnie też tak smakuje!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja uwielbiam jedzenie, które jest estetycznie podane. Nawet jeżeli czegoś nie lubię, a ktoś mnie weźmie podstępem i ładnie poda, to mnie kupił :)
    Ty mnie kupiłaś. I jestem pewna, że to musi być coś pysznego... Połączenie ciasta francuskiego, ryby, oliwek... Boże, jestem w niebie. Niech jeszcze ktoś to za mnie zrobi :D

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarze!
W razie pytań pisz: contact@fashionbranding.pl

 
Copyright © Fashion Branding - bringing meaning to fashion. Designed by OddThemes