Branding

Moda

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Strategia marki modowej. 5 niezbędnych elementów!

10/30/2017
W jednym z dokumentów BBC dziennikarz pokazał zdjęcia tego samego chłopca w niemal identycznych ubraniach. Jedyną różnicą był znaczek na koszulce. Na jednym zdjęciu t-shirt był gładki, na innym umieszczono na nim gwiazdkę, na kolejnym znak zaznaczenia - "ptaszek", a na ostatnim...logo Nike. Alex Riley, dziennikarz, zapytał dzieci:

  • który chłopiec osiąga najlepsze wyniki sportowe?
  • z którym z chłopców chcieliby się kolegować?
  • który z nich jest najfajniejszy?

Przypominam - to był ten sam chłopiec, różniły się tylko znaki na koszulce. Dzieci jednogłośnie wskazywały na tego, który miał na sobie t-shirt Nike. Czy marka ma jakiekolwiek znaczenie? Tak!

W takim razie, jak opracować strategię marki modowej? Czy w tak dynamicznych czasach tworzenie kilkuletniej strategii się opłaca? Czy nie lepiej skupić się na byciu tu i teraz? 

ZARZĄDZANIE MARKĄ A PROWADZENIE FIRMY W BRANŻY MODY


Według danych PMR polski rynek odzieży i obuwia może być warty nawet 43,2 mld złotych w 2022 roku. Firm, które chcą uszczknąć dla siebie kawałek tego tortu jest naprawdę dużo. Konkurencja ogromna, rynek niestabilny i nie ma jednego przepisu na sukces w nim. Trzeba też wybrać jeden z setek modeli biznesowych. Można liczyć na złoty strzał sprzedając modne w danej chwili t-shirty z nadrukami, a kiedy przestaną być na topie przerzucić się na sukienki z falbanami. Prowadzić sklep i liczyć tylko słupki sprzedaży. Można też próbować zbudować własną markę. I ta droga jest trudniejsza. Ale wbrew pozorom może wygenerować większe zyski. Zyski, których nie liczy się w comiesięcznym przychodzie, ale podsumowuje na podstawie trzech elementów:

  • kapitału marki (brand equity)
  • wartości marki (brand value)
  • kaptiału reputacji (reputation capital).

Marka staje się kluczowym aktywem firmy. 
Kevin Lane Keller obrazuje kapitał marki bardzo prostym przykładem. Czerwone pantofelki Judy Garland, w których odgrywała rolę Dorotki w Czarnoksiężniku z Krainy Oz, w 1938 r. (przed premierą filmu) kosztowały 12,5 $. A w 2000 r. podczas aukcji w Christie's East zostały sprzedane za ponad 600 tys. $, kolejne, w 2012 roku już za 2 mln $. (W filmie wykorzystano zdaje się 4 pary pantofelków.)
Czy te buty osiągnęłyby takie ceny po tylu latach, gdyby nie to, że:
  • nosiła je jedna z najbardziej znanych aktorek, 
  • wystąpiły w filmie należącym do kanonu kina,
  • stały się ikoną?
Czyli właściwie... marką!



STRATEGIA MARKI MODOWEJ - OD CZEGO ZACZĄĆ?


Po tym przydługim wprowadzeniu czas na konkret. Inaczej do strategii marki podejdzie nowy biznes, a inaczej ktoś, kto już funkcjonuje X lat na rynku. Wszystko zależy od celu (celów). Powinny pojawić się przed tworzeniem strategii. Tak samo jak audyt obecnej sytuacji, rynku, trendów i konkurencji. Bez nich bardzo trudno jest realnie budować własną markę. Prowadzenie firmy w branży mody może być spełnieniem marzenia i świetną przygodą, ale jeśli chcesz przekuć pasję w biznes musisz podjeść do tego jak przedsiębiorca. 
Strategia marki powinna mieć wspólną bazę ze strategiami:

  • rozwoju produktu (planowanie kolekcji, optymalizacja produkcji), 
  • komunikacji (social media, media relations, promocja, content marketing), 
  • marketingu (sprzedaż offline, e-commerce, pozycjonowanie)

i przede wszystkim podporządkowane celom firmy: wizerunkowym i biznesowym.
Sama strategia marki opiera się na wizji i misji oraz swoich wartościach.

Tutaj nic nie funkcjonuje osobno. Wszystko jest ze sobą połączone. Np. Instagram to nie tylko narzędzie do komunikacji z klientami, ale też pole inspiracji do zakupów czy wręcz bezpośredniej sprzedaży. Budowanie silnej marki w e-commerce nie opiera się wyłącznie na prowadzeniu sklepu online, ale także na ścisłej współpracy ze specjalistami od user experience, działaniach content marketingowych i perfekcyjnym teamie logistycznym.




Pamiętaj też, że nie robisz marki dla siebie, a dla klientów. To, na co może sobie pozwolić artysta tworząc dzieło (i ryzykując bycie niezrozumianym), niekoniecznie powinno się zadziać w przypadku marki modowej. Nie jesteś zrozumiany przez konsumentów? Nie sprzedajesz. A może raczej - nie rozmumiesz konsumentów i potencjału rynku - nie sprzedajesz. 

ELEMENTY STRATEGII MARKI MODOWEJ


1. Target, grupa docelowa, segmentacja odbiorców
Październikowa konferencja Marketing Progress była w całości poświęcona klientocentryzmowi. (pisałam o nim w raporcie trendów na 2017 rok) Fokus na odbiorcach marki jest kluczowy nie tylko w tym, kolejnym, czy jeszcze następnym roku. Nie chodzi o to, żeby każdą decyzję podporządkowywać klientom, ale raczej, żeby spełniać daną im obietnicę. Nie lubimy, gdy ktoś nas oszukuje i coś udaje. Poza obietnicą starajmy się też rozpoznawać ich potrzeby i badać percepcję marki. Nie bójmy się zadawać im pytań!
Określenie grupy docelowej i segmentacja odbiorców są kluczowe szczególnie wtedy, gdy marka chce zyskać nowych klientów i sprawić, by ci, którzy jej towarzyszą stali się lojalni.
Warto też opracować personę marki - modelowy przykład klienta. Dzięki temu łatwiej jest sobie zwizualizować konsumenta i kierować do niego komunikację.

2. Wartości marki
Tak jak ludzie, marki mają wartości. Możemy się z nimi utożsamiać albo nie. Wartości pojawiają się w komunikacji, materiałach graficznych, w zatrudnionych pracownikach, na stronie internetowej i w tysiącu innych miejsc. Nie zawsze w formie słów. Tutaj najważniejszy jest przekaz.

3. Misja i wizja
Bardzo krótko mówiąc, wizja odnosi się do tego, jak widzimy markę za jakiś czas, a misja jest główną ideą kształtującą obecne działania marki.

4. DNA marki (wygląd, zachowanie, komunikacja)
Triada brandingu, czyli wygląd, zachowanie i komunikacja marki występują ze sobą i nie da się ich jasno rozdzielić. Na wygląd składają się np. design opakowań, wystrój w sklepie, grafiki w newsletterze. Zachowanie przekłada się na relacje, a wśród nich znajdziemy m. in. charakter obsługi w sklepie, imprezy i festiwale, które wspiera marka czy ambasadorowie ją promujący. I ostatni element czyli komunikacja i tone of voice marki, np. zdjęcia (artystyczne czy prezentujące pozytywne emocje?), artykuły na blogu firmowym.




5. Pozycjonowanie
Pozycjonowanie marki pokazuje Twoje miejsce na rynku, bezpośrednią konkurencję i segmenty, które jeszcze nie zostały zagospodarowane. Będąc pionierem czy mając niezdolną do skopiowania przez innych wyróżniającą cechę (wartość) zyskujesz już dobre miejsce na starcie. A kto wie, może nawet pole postition! Żeby jednak ciągle być w umysłach i sercach klientów na pierwszym miejscu, musisz trzymać rękę na pulsie. Taksówkarze myśleli, że ich jedyną konkurencją są inne korporacje, aż tu na rynku pojawił się Uber ;) Analogia jest prosta!

Polecane uzupełnienie:

  • Tworzenie marki modowej: podcast z Joanną Glogazą u Jak Oszczędzać Pieniądze 
  • Dokument BBC o którym pisałam w pierwszej części artykułu
  • Przygotowałam też dla Was przewodnik po tym, jak przygotować brief marki i jakie są rodzaje briefów. Brief strategiczny, kreatywny i dla agencji PR znajdziecie tutaj

Lagom: balans w życiu i pracy? Równowaga w skandynawskim duchu

10/23/2017
Czy lagom jest odpowiedzią na potrzeby naszej generacji? A może zremiskować go z hygge, doprawić ikigai i połączyć z inemuri? Po polsku jakoś to będzie, ale czasami szukamy sposobu, który pozwoli nam poukładać wszystko to, czego chcemy. I wcale nie różnimy się tutaj od starszych pokoleń. W życiu zawodowym coraz częściej robimy to, co lubimy i co jest naszą pasją, więc trudniej jest nam znaleźć złoty środek i równowagę między pracą a prywatnością. Chcemy robić wszystko, spełniać marzenia, a doba wciąż ma za mało godzin. Przy tym stawiamy sobie realne i wymagające cele. Jak żyć i nie zwariować? (szczególnie w dynamicznym rynku mody) 

Lagom, Hygge, Ikigai i Inemuri, czyli słowa, których nie da się przetłumaczyć dosłownie


O ile Hygge skupiało się na drobnych, pozytywnych emocjach i czerpaniu radości z przyjemności, o tyle lagom jest czymś szerszym. Lagom, czyli nie za dużo, nie za mało. W podejściu do pracy i życia. Czyli o co chodzi? O życie w sam raz. Przerwa na kawę rano i popołudniu, przerwa na lunch, chwila na niezobowiązujące rozmowy, czy odpoczynek w zielonym parku. Przedsiębiorcy wbrew pozorom wcale na tym nie tracą. Z resztą nie od dziś wiedzą to Japończycy, którzy praktykują Inemuri, czyli ucinanie sobie drzemek w miejscach publicznych. 

Choć wywodzi się to z mało zrównoważonego podejścia do życia (boom ekonomiczny trwający od lat 60. do 80. spodowował, że mieszkańcy kraju kwitnącej wiśni bardzo dużo pracowali i jedyną ich przerwą był czas na sen), to dziś staje się jego elementem. Nikogo nie dziwi spanie w metrze, autobusie, przy biurku, a nawet zwyczajne oparcie się o płot, czy ucięcie sobie drzemki na schodkach, w parku lub w kolejce. Regenerujesz się, uwalniasz myśli i możesz działać dalej albo robić coś zupełnie innego :) Inemuri łączy się z Ikigai, czyli... byciem zajętym. Ale nie w pośpiechu i stresie, lecz w tym, w czym się spełniamy.

Lagom dotyczy jednak nie tylko sfery pracy!



Lagom: życie w sam raz


To, o czym piszę, nie jest receptą na szczęśliwe życie czy znalezienie w nim celu. To raczej pewna metoda patrzenia na codzienność, swoją własną, nie wszystkich wokół. Posiadanie tylu rzeczy, ile potrzeba i podejście dalekie od naszego "zastaw się, a postaw się". Dlatego wcale nie musisz mieć monstery w doniczce, szarego fotela i szafy kapsułowej, której podstawowymi elementami są biała koszula, beżowy płaszcz i czarne szpilki. Nie musisz być freelancerem ani pracownikiem korporacji. Nic nie musisz. 

Lagom polega na zastosowaniu prostej zasady: nie za dużo, nie za mało. Umiar (niekoniecznie skromność). Z Twojej perspektywy! 

Możesz więc pracować 8 godzin, mieć w tym czasie 3 przerwy, a wolne popołudnia spędzać na swojej ulubionej aktywności, np. oglądaniu seriali. Ale możesz też pracować 3 godziny. Albo 10. A możesz w ogóle nie pracować. Podświadomie na pewno wiesz, co pozwoli ci osiągnąć równowagę w życiu. Gdyby mówić językiem analityków: optymalizujesz, aby złapać balans!

PS Nikt nie powiedział, że tego nie trzeba się nauczyć. Ja cały czas walczę ze swoim pracoholizmem i zaangażowaniem, a łatwo nie jest! Szczególnie, jeśli ma się w sobie pierwiastek obowiązkowości, empatię i nieodpartą chęć do samorozwoju. To, co mi pomaga, to priorytety (ustalenie dla samej siebie istotności różnych działań). 



5 sposobów na lagom - moje zasady


Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że do umiaru mi daleko, to przy pogłębieniu perspektywy okazuje się, że w tym szaleństwie jest metoda. Nie mam zamiaru "sprzedawać" uniwersalnego rozwiąnia dla wszystkich. Takie nie istnieje! Poniżej znajdziecie 5 elementów, które składają się na moje lagom, czyli życie w równowadze. A może raczej na pracę nad nim ;) 

1. ŚWIADMOŚĆ
Żeby cokolwiek układać czy zmieniać w swoim życiu trzeba mieć świadomość. Samoświadomość i rozpoznanie problemów swojego środowiska, na które składają się proste rzeczy takie jak m.in. segregowanie śmieci, dobry sen czy nie używanie kosmetyków o składzie podobnym do tablicy Mendelejewa.

2. JAKOŚĆ
Jakość a nie ilość. Nie robię rewolucji w swojej szafie i kosmetyczce. Krok po kroku wprowadzam zmiany, których korzyści są długofalowe. Np. podczas Slow Fashion we Wrocławiu kupiłam scrub Domowy Kosmetyk i sojową świecę od Plantstore. Nie od dziś zachwycam się Ministerstwem Dobrego Mydła. 

Swoją przygodę z modą wybieraną świadomie zaczęłam chyba od torebek (w tej stylizacji widzicie torbę Dziki Józef, ale z czystym sercem polecam Wam też Przywara-Strzałka, Manufaktura MMS, Molehill), aż powoli zaaplikowałam do niej m.in. ubrania RISK made in warsaw i Momu.
Nie chodzi o to, żeby obrazić się na sieciówki, ale wybierać je z rozwagą i ograniczać tam, gdzie można. 

3. DOBRE JEDZENIE
Podobno jesteśmy tym, co jemy. Dlatego na tym nie warto oszczędzać. Wszystko czego sobie dostarczamy ma wpływ na nasze zdrowie, wygląd skóry, paznokcie czy włosy. A przecież chcemy czuć się dobrze!

4. PRACA I CZAS WOLNY
Blog i wszystko wokół "Fashion Branding"  traktuję jako pracę. Mam więc można powiedzieć, że mam dwa etaty. Dlatego odpczynek staram się realizować offline: spacerować, spotykać się ze znajomymi w pysznych miejscach we Wrocławiu (i poza nim), czytać książki i oglądać dokumenty.
Przyznam, że to najtrudniejszy element, bo choć jestem dobrze zorganizowana, to pracuję za dużo.

5. DYSTANS
I ostatnie, ale bardzo ważne - mniej się przejmować. 
* Mieć ten osławiony dystans. Umieć powściągnąć emocje. Brać pod uwagę rzeczowe opinie innych, nie skupiać się na tych, którzy tylko zawracają głowę. 
* Uśmiechać się, być empatycznym, ale też potrafić odmawiać. Doba ma 24 h, a życie (prawdopodobnie) mamy jedno. Szkoda tracić je na coś, czego nie chcemy. 
* Doceniać siebie i innych. Wreszcie - umieć mówić o swoich zaletach i sukcesach z radością, a nie przesadną skromnością.

okulary / sunglasses: Mango | szalik / scarf: Orsay | kurtka / jacket: Pull&Bear | sukienka / dress: POLANKA | zegarek / watch: Wood Watches by Jord | pierścionek / ring: KOPI | buty / shoes: Zalando | torebka / bag: DZIKI JÓZEF

zdjęcia: Volley Traveller


Słyszeliście o lagom? 
Może macie swoje sposoby na zapanowanie nad codziennością? 
Czy funkcjonujecie raczej totalnie spontanicznie?


Przewodnik po Londynie: zwiedzanie, moda, design, zakupy!

10/10/2017


Tego jeszcze nie było! Przewodnik po Londynie dla brand managera, fana mody, wielbiciela designu, książek i sztuki. Zakupy w Londynie - proszę bardzo!

Do Londynu wyjechałam, jak wiecie, na kurs (o tutaj>> o tym pisałam). Starałam się wykorzystać każde zadanie z uczelni i swój wolny czas, żeby zobaczyć jak najwięcej. A z racji zainteresowań nie skupiałam się na typowo turystycznych miejscach. Postawiłam na muzea sztuki, sklepy z designem, domy handlowe i księgarnie w Londynie. Kurs Fashion Brand Management skłonił mnie do odwiedzenia centrów handlowych, butików i flagship stores znanych marek. Wróciłam bez nowych ubrań, ale za to z wrażeniami i doświadczeniami, dzięki którym mogę inaczej patrzeć na budowanie marek i przestrzeni zakupowych teraz, w pracy.

Przygotowałam garść praktycznych porad, kilka miejsc, których nie znajdziecie w popularnych poradnikach, ale nie pominęłam też tych najbardziej znanych przybytków. Pokazuję Wam, jak spojrzeć na nie innym okiem.




Mam nadzieję, że zainspiruję Was do zaplanowania chociaż weekendu w stolicy Wielkiej Brytanii. Warto pojechać tam nie tylko po to, żeby zobaczyć zmianę warty przy Pałacu Buckingham, pstryknąć fotkę z plastikowymi celebrytami w Madame Tusauds czy wrócić do Polski z nadbagażem łupów za kilka funtów. 

Czy to modowy przewodnik po Londynie? I tak, i nie. Na pewno jest dla Ciebie, jeśli:

  • interesujesz się brandingiem,
  • jesteś osobą świadomą estetyki,
  • z chęcią odkrywasz sztukę,
  • wiesz, że inspiracja wcale nie leży najbliżej tego, czym zajmujesz się na co dzień,
  • lubisz modę i pogłębiasz wiedzę w tym temacie,
  • wiesz, że w muzeach wcale nie trzeba się nudzić ;)
Co przygotować na wyjazd do Londynu?
Na pewno otwartą głowę. Wyśpijcie się przed podróżą, żeby nie tracić ani chwili z pobytu tam. Jeśli nie zamierzacie brać aparatu fotograficznego, a zdjęcia robić telefonem - zaopatrzcie się w powerbank. O podstawowych rzeczach najczęściej zapominamy, więc warto je zanotować na swojej liście to-do. Tym bardziej, jeśli pewne rozwiązania chcecie potem przełożyć na rozwiązania w swojej marce. 


Przewodnik po Londynie możecie pobrać tutaj >> i tutaj lub przeglądać poniżej:




Wszystkie zdjęcia i teksty są mojego autorstwa. Przewodnik - poradnik, co zwiedzić w Londynie sama też składałam.

W trakcie wyjazdu używałam też na instagramie własnego, unikalnego hasztagu, który wybrałam specjalnie na tę okazję: #FashionTrip_London



Wkrótce będę też publikować artykuły o miejscach, które zobaczyłam. Jak do tej pory mogliście przeczytać tekst o V&A Museum: Wystawa Balenciaga: Shaping Fashion.

Podoba się Wam ten przewodnik po Londynie? Koniecznie dajcie znać. 
Z chęcią przygotuję następne! 
Mam już kolejne pomysły na bardziej zdefiniowane tematycznie podróże :)


Biblioteka ubrań - to nie jest zwykła wypożyczalnia ciuchów!

10/06/2017


Pierwsza w Polsce Biblioteka Ubrań powstaje we Wrocławiu! O inicjatywie niekończącej się szafy, świadomym podejściu do mody i naszych nawykach zakupowych rozmawiam z Agnieszką Zawadzką i Martą Niemczyńską, założycielkami i właścicielkami firmy.

Kasia Kwiecień: Skąd pomysł na Bibliotekę Ubrań? Jak to się wszystko zaczęło?


Agnieszka Zawadzka: W 2015 r. zaczęłam projekt badawczy na temat zrównoważonej mody w Niemczech pod opieką dr Pauli Bialski, która wprowadziła mnie do świata sharing economy. W międzyczasie mieszkałyśmy razem z Martą w Hanowerze. Prowadziłyśmy dyskusje nad tematami związanymi z szybką modą, wyrzucaniem rzeczy i kreowaniem nawyku ciągłego kupowania. W gonitwie myśli, dostrzegłyśmy dobrze znany wszystkim kobietom problem: „Mam szafę pełną ubrań, ale nie mam się w co ubrać”. W tym wypadku, jedynym wyjściem było udanie się do centrum handlowego i zakup czegokolwiek bez zastanowienia. To nie jest nowoczesne podejście do mody. Wtedy narodziła się myśl: „Jak fajnie byłoby, gdyby istniało coś w rodzaju biblioteki ubrań”.


Marta Niemczyńska: Ja z kolei przez wiele lat w Polsce, a później Niemczech, pracowałam jako manager sklepu. Powiem szczerze, że byłam już bardzo zmęczona tą pracą i oglądaniem ludzi podczas „szału zakupów”. Widziałam ten cały konsumpcyjny mechanizm z dwóch stron. Po pierwsze - polityki zarządzania firm, gdzie liczy się tylko wynik i sprzedaż, a to w myśl idei „Wszystkie chwyty są dozwolone”. Po drugie – klientów. Ludzi, którzy bezwiednie wpadali w złudny świat kupowania i posiadania. Zauważyłam, że większość zakupów była dokonywana bezmyślnie, bo w takich sklepach wszystko wygląda pięknie i cała atmosfera skierowana jest na wytwarzanie potrzeby zakupu.

Mieszkając razem z Agą często pożyczałyśmy od siebie ubrania i dodatki. Ta wspólna szafa była impulsem do koncepcji Biblioteki Ubrań. Uznałyśmy, że skoro nam się marzy taka jedna, wielka niekończąca się szafa, to pewnie inne kobiety też chciałyby mieć do niej dostęp. Obserwowałam również ludzi żyjących w Niemczech. Rozmawiałam z nimi dużo na temat świadomości ekologicznej i slow life.



Zidentyfikowałyście problem, znalazłyście niszę, ale jakoś trzeba było to rozwiązanie zaprojektować i wdrożyć w życie. Jak działa Biblioteka Ubrań?


A: Biblioteka Ubrań działa jak zwyczajna biblioteka tylko zamiast książek, w ciągłej cyrkulacji są różne części garderoby. Każdy, kto odwiedzi naszą stronę internetową, będzie mógł wybrać dowolne cztery rzeczy z internetowego katalogu, założyć konto i pożyczać w nieskończoność.

Do wyboru będą dwa rodzaje pakietów: wypożyczenie na weekend lub na miesiąc. Po okresie użytkowania, ubrania są nam zwracane, a my zajmujemy się ich czyszczeniem i pielęgnacją. W tym czasie osoba może już pożyczać kolejne części garderoby. Wysyłka w dwie strony jest darmowa, a jej koordynowaniem my się zajmujemy, osoba wybiera jedynie dogodny termin odbioru i przekazania paczki kurierowi.

M: Zależy nam na tym, aby zmienić podejście Polek do konsumpcji mody. Chcemy, aby pożyczanie stało się codziennością, stąd miesięczny pakiet. Nie zapominamy jednak o tych, którzy potrzebują konkretnych ubrań tylko na jedną okazję. Po co kupować sukienkę, którą założymy tylko raz? Dlatego opcja weekendowa będzie idealna na szczególne okazje.


A co w niej znajdziemy?


A: Biblioteka ubrań jest miejscem, gdzie można znaleźć wiele unikatowych, vintage lub sezonowych ubrań. I tak można wybierać w różnych fasonach, kolorach, materiałach. Mamy sześć stałych stylów, które pozwolą jeszcze bardziej podkreślić lub uzupełnić swój outfit. Ponadto wyróżnikiem jest to, że każda rzecz jest pojedyncza, więc nie trzeba się martwić, że spotkamy kogoś na ulicy w tym samym ubraniu. W swojej kolekcji mamy ubrania dla kobiet w każdym wieku.

Wiele osób nas pyta: „A co jeśli dana rzecz spodoba się komuś za bardzo i będzie chciał ją zatrzymać?”. Niestety nie ma takiej możliwości. Ubrania z Biblioteki są do wypożyczenia, nie na sprzedaż.




W jaki sposób selekcjonujecie ubrania? Same je wyszukujecie, czy można się do Was zgłosić ze swoją odzieżą i dodatkami?


M: Póki co same selekcjonujemy ubrania, ale już wkrótce będziemy organizować zbiórki odzieży. Ważne jest, aby ubrania były naprawdę dobrej jakości i wyjątkowe. Poszukujemy tzw. „perełek”, ubrań z duszą, charakterem i historią, ale nie zawężamy się do jednego stylu. Chcemy, aby nasze Biblioteczne zbiory były niczym nieograniczone. Tak, żeby każdy mógł wypróbować coś nowego, coś innego. Proces selekcji jest dla niezwykle ekscytujący! Zdecydowanie uwielbiamy tę część naszej pracy.


Gdybyście miały nam doradzić od czego zacząć świadomą rewolucję w swojej szafie…?


A: Z rewolucją w szafie jest trochę jak z dietą. Niby zaczynasz, ale potem idziesz do sklepu, widzisz bluzkę na promocji, kupujesz ją, bo jest tania i powtarzasz sobie w duchu, że „zaczniesz od jutra”. Tak naprawdę gruntowna wiedza o sobie i swoich zachowaniach daje największe szanse zmiany i uporządkowania garderoby. Przestajemy kupować emocjami bądź pod wpływem impulsu. Najlepiej też odpowiedzieć sobie na pytanie, w którym momencie zaczynasz czuć przesyt rzeczami i widzisz, że gromadzisz ich tak dużo, że przez 80% czasu nie nosisz. Być może to jest odpowiednia ilość, żeby nie zagracać swojego życia.

Kolejną rzeczą jest uświadomienie sobie realnej wartości zarobionych pieniędzy, ponieważ każde wydane 100 zł kosztowało cię twój czas, który spędziłaś w pracy i już nigdy go nie odzyskasz. Czy nie warto zacząć kupować mniej ubrań, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na rozwój, podróże lub przeżycia?

Rewolucją w szafie jest również powrót do jakości – i nie mam tu na myśli kupowania drogich ubrań od designerów – ale rezygnację z zakupu, np. czterech torebek z sieciówki, i zainwestowanie w jeden, porządny plecak, który będzie służył przez kilka lat, jeśli nie przez resztę życia (słyszałam takie historie!). I można go łączyć zarówno z jeansami, jak i z sukienką.




Świadome budowanie szafy to nie jest temat skierowany tylko do minimalistów, ale dla każdego z nas. 


A: Dokładnie tak. Świadoma organizacja szafy jest odpowiedzią na dzisiejszy nomadczy styl życia. Stajemy się coraz bardziej mobilni: wyjeżdżamy, wracamy, często zmieniamy mieszkania na studiach. Potrzebujemy zatem rzeczy, które będą naszymi stałymi towarzyszami i ułatwią nam to, stąd też moda na minimalizm. Warto w tym momencie dookreślić siebie jako indywidualną jednostkę, potem swój styl, a na końcu dopiero szafę.

Kolejnym etapem rewolucji w garderobie jest wczytywanie się w metki i rodzaje tkanin, z których są uszyte ciuchy, które nosimy. Warto się tym zainteresować, bo do produkcji części z nich wykorzystano chemikalia, które szkodzą naszemu zdrowiu.


Marta, a czym dla Ciebie jest rewolucja w szafie? 


M: Jeśli chodzi o rewolucję w szafie, to dla mnie sprawa jest całkiem prosta. Ważne, aby niczego nie wyrzucać. Najlepiej przeglądać swoją garderobę co kilka miesięcy. Sprawdzać, czy aby wszystko, co się w niej znajduje jest przez nas noszone. Jeśli przez 3-4 miesiące nie chodziłyśmy w danej rzeczy, to znak, że to już raczej nie nastąpi. Odłóżmy takie ubrania na bok i zastanówmy się, kto mógłby się nimi jeszcze cieszyć. Może siostra, przyjaciółka albo koleżanka, której dane ubrania się podobały. Na pewno ucieszą się z takiego podarunku. Jeśli nie, to mamy jeszcze inne opcje, np. zbiórka odzieży lub różnego rodzaju organizacje społeczne i charytatywne, które z chęcią przyjmą od nas ubrania.

Uważam, że nie ma sensu gromadzić rzeczy, których nie używamy. Lepiej przekazać je komuś, dla kogo będą stanowić wartość. To co radziłabym pozostawić w swojej szafie, to ubrania klasyczne i basic. Czyli takie, które są zawsze modne i łatwo je zestawić z innymi ubraniami. I oczywiście vintage, czyli tzw. „perełki” bardzo dobrej jakości. Są wyjątkowe, a przy odpowiedniej pielęgnacji potrafią służyć kilka dekad. Niektóre części garderoby, jak np. koszule, których już nie nosimy bardzo łatwo przerobić na spódnicę lub wakacyjną opcję bluzki bez rękawów. Do tego naprawdę nie potrzeba szczególnych umiejętności. Grunt, aby nie trzymać zbędnych ubrań w szafie, a wprowadzić je w ponowny obieg.




zdjęcia: Łukasz Wierzbowski
zdjęcia produktowe: Patrycja Konieczna
Śledźcie Bibliotekę Ubrań!

Polska marka torebek i odpowiedzialna moda fair trade: Manufaktura MMS

9/23/2017


O szyciu torebek w ponad stuletnim domu, odpowiedzialności za swoje wybory zakupowe, świadomej modzie i tworzeniu własnej marki rozmawiam z Martą Mazur-Sokołowską, właścicielką Manufaktury MMS. 

Lubisz proste, pojemne torebki, które przetrwają z Tobą niejedną burzę i uniosą dziesiątki różnych mniej i bardziej potrzebnych rzeczy? A może zawsze marzyłaś o torebce polskiej produkcji, ale do tej pory wydawała Ci się nieosiągalna? Cóż, już teraz nie musisz szukać :) Manufaktura MMS to polska marka torebek (część z nich jest wegańska!) z Dolnego Śląska. Zapraszam Was do przeczytania wywiadu z założycielką i projektantką, z którego dowiecie się więcej o filozofii kryjącej się za poręcznymi towarzyszkami codzienności.





Kasia Kwiecień: Torebki szyjesz w ponad stuletnim domu. To piękny początek opowieści. Skąd pomysł na własną markę?

Marta Mazur-Sokołowska:
Mam możliwość mieszkania w nietypowym i pięknym miejscu - kilkurodzinnym poniemieckim domu (jakich na Dolnym Śląsku wiele). Zakupiliśmy kawałek takiej kamienicy i dziś na dole mieści się moja pracownia, zaś pozostałe kondygnacje to nasz dom. Zaczynałam w małym pokoju na poddaszu, a gdy wszystko zaczęło się rozwijać i potrzebowałam więcej przestrzeni oraz pomocy, przeniosłam się na dół. Teraz zajmujemy jedną kondygnację i na razie nam to wystarcza.

Pod koniec studiów na ASP miałam to szczęście, że dostałam ofertę pracy w zawodzie. Było to jednak na drugim końcu Polski, a ja nie chciałam się kolejny raz przeprowadzać - wcześniej "prowadziłam życie Nomada". Wtedy z pomocą przyszła wykładowczyni z Akademii, która podpowiedziała, żebym robiła, to co mi wychodzi na zajęciach, czyli torebki. Dzięki motywacji pani profesor oraz mojego męża postawiłam wszystko na jedną kartę i zaczęłam od podstaw tworzyć swoją pracownię.

Nazwa marki - Manufaktura - wskazuje na to, że jest Was więcej. Z kim pracujesz?


Zaczynałam sama, później na szczęście się to zmieniło. Pracuje ze mną fantastyczna krawcowa oraz mój mąż, który zajmuje się zdjęciami, ogólnie pojętą logistyką oraz pomocą w "sytuacjach bez wyjścia". Będziemy szukać kolejnej osoby do zespołu, ponieważ brakuje nam rąk do pracy.





A skąd czerpiesz pomysły na nowe projekty?

Pomysły na torby powstają najczęściej z potrzeby dnia codziennego, potrzeb klientek oraz z obserwacji otaczającej mnie rzeczywistości. Bardzo lubię skupiać się na konstrukcji i dążyć do nietypowych form (jak choćby iks). Czasem też zdarza mi się odgrzać stary projekt, który nieco zmieniam, pozwalam mu ewoluować w dłuższym czasie, by wyciągnąć z niego to co najlepsze - tak choćby wróciły klasyczne shoppery, którym ujęliśmy kieszonkę z przodu i zmieniłyśmy materiały.

Ważne jest dla Ciebie to, żeby rzeczy były wykonywane z polskich materiałów. Opowiedz coś więcej :)


Staram się być gospodarczą patriotką, dlatego ważne jest dla mnie używanie polskich komponentów, a jeśli nie ma ich w naszym kraju, to europejskich. Sama przed zakupem czegokolwiek dokładnie czytam metki, etykietki. Zwracam uwagę na to w jakich warunkach powstawały produkty i kto za nimi stoi. Jeśli tylko mam możliwość unikam sieciówek, marketów. Zakupy często robię w małych sklepikach, przez internet (handmade, polskie przedsiębiorstwa) oraz na targach, zaś produkty które kupuję, zwykle wymieniam dopiero wtedy, gdy już całkowicie nie nadają się do użytku. Wierzę, że taką "pracą we własnym ogródku" ulepszamy to, co nas otacza.

Co w takim razie rozumiesz pod pojęciem fair trade?

Dla mnie fair trade to fakt, że za moimi konsumenckimi wyborami nie stoi krzywda innych. Przeraża mnie wszechobecna szybka konsumpcja oraz wykorzystywanie ludzi do pracy w uwłaczających warunkach. Kiedy wyjechałam poza Europę, zobaczyłam jakie mamy szczęście żyć w tzw. zachodnim świecie. Zmotywowało mnie to dodatkowo do zwracania uwagi na to co jem, co noszę i czego używam na co dzień. Zweryfikowałam także swoje podejście do skóry naturalnej. Nie wycofaliśmy jej całkowicie z oferty, ale znacznie ograniczyliśmy. Ma to związek z warunkami w jakich hoduje się zwierzęta oraz jak wygląda praca w garbarniach, zwłaszcza w Azji czy północnej Afryce. Bardzo prawdopodobne, że będziemy dążyć do tego, by całkowicie odejść od tego surowca. Poszukujemy nowych materiałów pozyskiwanych w ekologiczny sposób.






Czy masz w planach rozszerzenie oferty o nowe produkty?

Oczywiście! Mam wiele pomysłów, ale doba ma tylko 24 godziny :) Już od długiego czasu podchodzimy do portfeli i różnej maści "małych dodatków". Myślę, że systematycznie będziemy się rozwijać.

A czy jest w branży mody ktoś, kto Cię inspiruje?

Zdecydowanie tak. Miałam ogromną przyjemność praktykować u Violi Śpiechowicz, która pokazała mi jak funkcjonuje atelier, jakie są cienie i blaski oraz jak radzić sobie w takiej pracy. Mam także duży sentyment do Coco Chanel i Rei Kawakubo.






Trencz vinatge noszę już od kilku sezonów i jest niezastąpiony! Pasuje naprawdę do wszystkiego. Tutaj w zestawieniu z tzw. statement t-shirt, czyli bluzką z przesłaniem od Momu. Świetnej jakości bawełna i dopracowany haft. Rzecz warta uwagi! Co do spodni... początkowo nie spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem, ale ja czuję się w nich świetnie! Zegrek noszę już ponad 2 lata i muszę przyznać, że trzyma się fantastycznie. Nie przeciera się, nic się nie rozregulowało, a szybka nie ma ani jednej rysy. Także jeśli szukacie alternatywy dla klasycznego czasomierza - sprawdźcie koniecznie drewniane zegarki!

Mój model torebki Manufaktura MMS to IKS worek w kolorze granatowym. Ma podszewkę i kilka kieszonek w środku, a co najważniejsze - wszytą smycz na klucze. Taki motyw uratował mnie już wielokrotnie w przeszukiwaniu czeluści torebki (m. in. w tej od Dzikiego Józefa). Proste, a jakie praktyczne! Poza tym zmieści rozmiar A4, więc idealnie nadaje się na uczelnię lub do pracy. Buty mimo czubka w szpic są bardzo wygodne, a sznurówki nie ściskają stóp.

W tym zestawie połączyłam 3 dość trudne elementy: szerokie spodnie, płaszcz i płaskie buty. Taka stylizacja może optycznie poszerzyć sylwetkę i ją skrócić, dlatego pamiętajcie o podkreśleniu talii lub ramion i dobraniu odpowiedniego obuwia.

płaszcz / coat: VINTAGE | t-shirt: MOMU via Fu-Ku Concept Store | spodnie / trousers: MANGO | buty / shoes: MINT&BERRY via Zalando | torebka: MANUFAKTURA MMS | pierścionek: KOPI via Fu-Ku Concept Store | zegarek: WOOD WATCHES by JORD

zdjęcia: Volley Traveller


LUSH - branding case study

9/19/2017


Wchodzisz do salonu piękności, który nie wygląda jak sterylny gabinet weterynaryjny albo stereotypowe miejsce z manikiurzystką, masażystką i kosmetyczką w jednym. Trafiasz do klubu z muzyką, której słuchają najfajniejsi ludzie w mieście.

Z teamem rozmawiasz o modzie na węgiel i wykorzystaniu kawy w pielęgnacji skóry. Po godzinie lekko zaczyna Ci się kręcić w głowie od przenikających się zapachów mango, cynamonu, rumianku, olejku różanego i wanilii.

W międzyczasie wpadasz na koleżankę. Opowiada Ci o roślinach, które zgarnęła przy okazji wizyty w jednym z concept storów z marokańskim designem. Pyta się, jak Twój las w słoiku. Szybko się z nią żegnasz, bo właśnie zastanawiasz się, który scrub do dłoni wybrać i idziesz je oba przetestować. Pierwszy ma mniej intensywny zapach, ale skóra jest po nim bardzo elastyczna i idealnie gładka. Drugi sprawia, że dłonie mają aromat budyniu waniliowego ze świeżymi malinami, a dzięki olejkowi są cudownie miękkie i nawilżone.

Lush – etyczne kosmetyki z sieciówki?


Kosmetyki mogą ocalić świat, jeśli tylko odpowiednio się za to zabierzemy – claim Lush cosmetics nabiera nowego znaczenia, kiedy każdy z nas może tego osobiście doświadczyć. Z jednej strony przyczyniamy się do dbania o środowisko, a z drugiej zachowujemy równowagę z naturą w swoim małym domowym świecie. 

Każde, nawet najpiękniejsze słowo musi mieć swoje potwierdzenie w produkcie. Prosta i stara prawda marketingowa ciągle ma znaczenie, bo bez niej nawet najżywszy storytelling i najbardziej zaplanowane wizerunkowe działania są bez sensu. I tak jak kłamstwo, mają krótkie nogi.

Przed Wami case study marki Lush zajmującej się produkcją naturalnych kosmetyków ze świeżych składników pozyskanych z etycznych źródeł. Analiza DNA marki, jej designu, komunikacji i zachowania pozwoli lepiej zrozumieć proces brandingu i strategiczne zarządzanie marką. 




DNA marki Lush


„Nie otrzymaliśmy Ziemi w spadku od naszych przodków, ale pożyczyliśmy ją od naszych dzieci.”

Lush cosmetics to marka założona w Wielkiej Brytanii w 1994 roku. Produkuje etyczne i nietestowane na zwierzętach kosmetyki. Cechują ją:
Etyczne zakupy składników
Użycie naturalnych składników
Ręczna robota
Walka z testowaniem kosmetyków na zwierzętach
Bycie wegetariańskim
I proste opakowania eco-friendly.

Lush fokusuje się na kliencie. To marka energetyczna, otwarta i szczera. Jak najlepsza koleżanka. Może czasami za dużo mówi i jest nieco chaotyczna, ale zaraża pozytywnym nastawieniem. Marka przyznaje, że część jej kosmetyków zawiera środki konserwujące. A wszystko opisuje w (naprawdę pięknie wydanym) katalogu. To jest w ogóle temat na osobne case study!

Triada brandingu, czyli komunikacja, design i zachowanie marki Lush


Wszystkie trzy elementy marki przenikają się, więc trudno jest opisywać je oddzielnie, ale wybrałam najważniejsze cechy, najbardziej charakterystyczne dla Lush.


KOMUNIKACJA MARKI

Prosta i wprost. Krótka i zwięzła. Z lekkim przymrużeniem oka, kiedy jest czas na zabawę, i z pełnym zachowaniem powagi, gdy mowa o poważnych problemach, którym Lush stara się przeciwdziałać.

Nazwy i opisy produktów

Lush mógłby opisać swoje produkty standardowo. Ale oddziałuje na zmysły, więc może (a nawet powinien) więcej. Balsam otula ciało tuż przed wślizgnięciem się pod koc i spędzeniem miłego wieczoru z książką przy cieple kominka. Kula do kąpieli w kształcie rakiety kosmicznej jest tak cudowna, że zabrałabyś ją na księżyc i z powrotem. I tak też mocno ją uwielbiasz.

Nie wypuszczasz telefonu z dłoni? Kup maseczkę do twarzy FOMO! Fomo to z ang. fear of missing out, czyli obawa przed ominięciem czegoś ważnego w sieci, więc ciągłe sprawdzanie wiadomości, maili, odświeżanie feeda na facebooku i instagramie. Po nieustannym wpatrywaniu się w ekran neroli wyrównuje koloryt cery, puder cynkowy uspokaja, a olejek różany oczyszcza skórę.

A te przykłady można mnożyć!





Dodatkowo marka Lush stara się pełnić funkcję edukacyjną i dzielić wiedzą. To zawsze działa w dwie strony. Uwiarygadnia ją w oczach klientów, wyjaśnia pewne procesy czy wymogi formalne, pokazuje szczerość i otwartość, a przy tym odpowiedzialność za to, co i dla kogo się robi. Stąd te wspomniane materiały dodatkowe np. książeczka konserwantów.


Social media

Marka nie jest szczególnie aktywna w social media i muszę przyznać, że mam wrażenie, że nie wykorzystuje swojego potencjału. A pretekstów wizualnych i tekstowych nie brakuje!



DESIGN MARKI 

Sklep jest raczej ciemny w środku, ale dość przytulny. I bardzo pachnący!

Połączenie stylu industrialnego z drewnem, wielkimi baniami jak do przedwojennego prania, głośną muzyką i pojawiającą się znikąd obsługą, sprawia wrażenie klubokawiarni, w której przy jednym wielkim stole świetnie bawisz się ze znajomymi i poznajesz nieznajomych.

Lush podzielony jest na sekcje względem typów kosmetyków, których używamy na co dzień: do włosów, twarzy, ciała itp., co ułatwia poruszanie się po nim.

Przy stanowisku z mydłami na wagę możesz doznać wrażenia, że kupujesz luksusowe francuskie sery, a kule do kąpieli wybierasz jak warzywa na targu – wprost ze skrzyni. 

Wszystkie materiały graficzne są bardzo spójne nie tylko z sobą, ale i z ideą marki oraz jej tożsamością.

A część kosmetyków jest... bez opakowania.
To kolejny element w samym produkcie, który sprawia, że marka Lush wypełnia swoją obietnicę bycia przyjaznym dla środowiska i dbania o przyszłe pokolenia.


Design opakowań

Na każdym opakowaniu jest nalepka z imieniem osoby przygotowującej dany kosmetyk. To nie tylko uwiarygadnia markę, ale też sprawia, że postrzegamy ją jako etyczną względem zatrudniania pracowników (przecież się nimi chwali na każdym produkcie). A przede wszystkim nadaje jej ludzką twarz. To nie maszyna zrobiła nasz kosmetyk. A człowiek. Taki jak my.


ZACHOWANIE MARKI

Ekspedienci i ekspedientki pojawiają się na każdym kroku z pomocną poradą, ale to w ogóle nie przeszkadza. Nawet, jeśli jesteś outsiderem i ostatnie o czym marzysz to bycie wciągniętą w rozmowę ze sprzedawcą – uśmiechasz się i dziękujesz – rozglądając się samotnie dalej. Tylko, że wtedy ryzykujesz utratę całkiem przyjemnych zabiegów kosmetycznych. A jest czego żałować! 

Na co dzień brakuje nam magii, a Lush jest przykładem tego, że zwykła kąpiel może przemienić się w doświadczenie godne zajęć z eliksirów w Harrym Potterze

Obsługa Lush jest jak dawno niewidziany kumpel z liceum. Cieszysz się, że go widzisz, wspólna kawa raz na dłuższy czas to miła odmiana zwykłego dnia. Śmiejecie się, wymieniacie newsami i macie dobry humor na resztę tygodnia! 




Poza tym Lush dba o to, w jaki sposób mówi się o niej w kontekście employer brandingu i warunków pracy. Ba! Fabryka marki przyrównywana jest do fabryki Willy'ego Wonki (w ogóle mnie to nie zdziwiło). Chcecie zobaczyć jak wygląda? Tutaj artykuł na Business Insider.


 
Copyright © Fashion Branding - bringing meaning to fashion. Designed by OddThemes